• Wpisów:110
  • Średnio co: 12 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 09:44
  • Licznik odwiedzin:8 194 / 1348 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Hej.
Postanowiłam, że założę nowego bloga! Ten także będzie aktywny i będę kontynuowała opowiadanie. To jest nowy blog : http://zboczuszek69hahaha.pinger.pl/
Dzisiaj na nim pojawi się nowy rozdział... prosze o opinię
 

 
Hej.
Blog zostaje zawieszony. Nie mam już wcale pomysłów na nowe rozdziały, poza tym nikt i tak tego nie czyta. Zastanawiam się nad pisaniem innego opowiadania ale też nwm o czym... Gdybym zaczęła pisać nowe opowiadanie to było by całkiem inne niż to tutaj. Łącznie od 112 dni napisałam 97 rozdziałów no i chcę to zakończyć
__________________________________________________
Dopóki nie przyjdzie mi nowy pomysł na nowe opowiadanie to napiszę
Na razie, mówię cześć.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze..

.."Wsiedliśmy szybko do samochodu i odjechaliśmy. Jechałem jak najszybciej się dało. Byłem wściekły. Betty w końcu krzyknęła:
-Alek! Spokojnie! Zwolnij! "

-Przepraszam.. jestem bardzo zdenerwowany.- oznajmiłem zwalniając trochę.
-Dać ci coś na uspokojenie?-zapytała szukając czegoś w torebce.
-Nie, dziękuję.- powiedziałem.
-Na pewno?-zapytała.
-Tak.-odpowiedziałem.
-Mam do ciebie prośbę.-zaczęła Betty.
-Tak?-zapytałem zaciekawiony.
-Chciałabym zamieszkać u ciebie na trochę.-powiedziała.
-Jak to? A twoja rodzina? Jak ty sobie to wyobrażasz?-wypytywałem.
-Prawda jest taka, że nie mam do kogo wracać. Ja nie uciekłam z domu to oni mnie wyrzucili.-powiedziałam spuszczając głowę.
-Jak to? Kłamałaś ? Dlaczego ? - byłem strasznie zdziwiony ale i trochę rozczarowany.
-Inaczej być mnie nie przyjął. Nie wiedziałam co robić, byłam bezradna.-powiedziała i czułem, że tym razem mówi prawdę.-wiem, że zle zrobiłam.. przepraszam.
-No dobrze, przeprosiny przyjęte. Możesz u mnie zamieszkać. Będzie mi razniej. - powiedziałem uśmiechnięty.
-No ale nie wiem z czego będę ci płaciła.-powiedziała i nagle posmutniała.
-Nie musisz mi płacić.-powiedziałem.
-Muszę.-powiedziała.
-Siedz cicho i będzie dobrze.-zaśmiałem się.
-Jestem trochę zmęczona, idę spać.-oznajmiła po czym usnęła.
Postanowiłem, że zrobię małą niespodziankę Betty i zabiorę ją na zakupy. Nie miała ona ze sobą żadnych ubrań więc udałem się do centrum. Wieczorem chciałem zabrać ją do kina. Chciałem by poczuła się przy mnie bezpieczna i chciałem by zaufała mi całkowicie. Tylko jak miałem to zrobić? Najpierw chciałem by trochę zabawiła się ze mną, postanowiłem, że zabiorę ją do parku linowego. Może pozna co to jest ból przy upadku. Gdy zajechałem pod centrum obudziłem Betty i powiedziałem:
-Proszę to moja karta kredytowa. Kup sobie co chcesz ale kup także jakieś sportowe ubrania.-powiedziałem podając jej do reki kartę.
-Dzięki..-podziękowała niepewnie i dosyć cicho po czym od razu zapytała.- ale po co mi ubrania sportowe?
-Niespodzianka.-powiedziałem.-idz już.
-Za ile mam być spowrotem?-zapytała otwierając drzwi samochodowe.
-Za godzinę. Czyli o 14.-powiedziałem.-będę tu czekał.
-Ok.-powiedziała po czym znikła za drzwiami sklepu.
Wyciągnąłem telefon ponieważ wibrował mi w kieszeni. Miałem 4 nieodebrane połączenia od Mary ale i jedno od Alice. Szybo wybrałem numer do mojej siostry i zadzwoniłem. Gdy odebrała od razu uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
-Alek? Czy coś się stało?-zapytała zdziwiona moim telefonem.
-Co ?! Czy wszystko z tobą ok? Nie odzywałaś się prawie wcale.-mówiłem tak szybko, że aż pózniej miałem wątpliwości czy Alice mnie zrozumiała.
-Wszystko ze mną ok.-odparła.- pewnie jakoś niechcący połączyłam się z twoim numerem, sorki.- odparła tak obojętnie, bez entuzjazmu, zaczynałem czuć, że coś się z nią dzieje niedobrego.
-Ok. Kiedy przyjedziesz?-zapytałem.
-Posłuchaj muszę już kończyć... mogę powiedzieć ci tylko tyle, że w twoim nowym domu nie jest bezpiecznie i staraj się uważać na Davida, on chce cię zniszczyć, tak jak i dużo istot. -powiedziała Alice.
-Co ?! Jak to? Dlaczego?-zasypywałem ją milionami pytań.-czy ty jesteś bezpieczna? Gdzie ty dokładnie jesteś?
-Nie jestem na Alasce, skłamałam by cię ratować.- powiedziała po czym coś zerwało połączenie.
Bałem się, czułem, że jakaś nieznana siła próbuje mnie zniszczyć. Tylko jaka? Nie mogłem nikomu zaufać, czułem, że prędko nie zaznam spokoju. Ponownie wybrałem numer do Alice i zadzwoniłem. Zgłosiła się poczta. Postanowiłem zadzwonić do Mary ale ona mnie wyprzedziła i to ona zadzwoniła pierwsza. Odebrałem.
-Alek? Bardzo cię przepraszam za zachowanie Davida.-powiedziała.
-Ok, rozumiem. - skłamałem.
-To jak się nie gniewasz to dobrze. Tylko to chciałam, cześć!- powiedziała po czym rozłączyła się.
W ciągu godziny zrobiłem zakupy oraz kupiłem sobie nowe buty. Gdy Betty wróciła obładowana torbami po zakupach ruszyliśmy w drogę. Park linowi położony był jakieś 10 minut od centrum. Gdy Betty zobaczyła gdzie się znajdujemy zdziwiła się oraz trochę zlękła.
-Ja nie chcę!-powiedziała stając przed samą bramą parku.
-Oj nie bój się ! Będę cię trzymał ! - obiecałem.
-Obiecujesz?-zapytała.
-Tak.-odpowiedziałem.
Gdy brama przed nami się otworzyła przed moimi oczyma ukazał się las z różnymi przeszkodami...

Robię sobie trochę przerwy ;c Muszę sprawić by nie brakowało mi weny. Następny rozdział dodam w piątek lub w sobotę. Pozdrawiam ! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze..

.."-Mary! Co to za typ?! - wykrzyknąłem.
-Spokojnie. Z czasem polubicie go.-powiedziała a do salonu znów wrócił David."

-Nie wiem jak wy ale ja jestem głodny!-oznajmił uradowany.
-Ja też z chęcią bym coś zjadł.-powiedziałem po czym zapytałem Betty.- A ty Betty? Jesteś głodna?
-Pewnie!-powiedziała uśmiechając się jak zawsze.
-To może zamówimy pizzę?-zapytał David wyciągając telefon z kieszeni spodni.
-Ok.-odezwała się w końcu Mary.
David odwrócił się do nas plecami i poszedł do kuchni.
-Masz jakieś wieści od Alice?-zapytałem patrząc pusto w ścianę.
-Niestety. Nie mam pojęcia co się z nią dzieje. Nie odbiera telefonów ani nie oddzwania.-powiedziała Mary.
-Mam złe przeczucia.-powiedziałem.
-Nie martw się.-powiedziała.-twoja siostra niebawem wróci i wszystko nam opowie.
Do salonu wszedł David i oznajmił:
-Zamówiłem 4 duże pizzę.-powiedział chłodno i usiadł koło Mary.- za jakieś 10 minut powinny tutaj być.-Napijecie się czegoś?-zapytał.
-Tak. Ja chcę kawę.-oznajmiła Betty.
-To świetnie! Idz i sobie zrób.-powiedział bezczelnie David wywracając oczami.
-Jaki zaszczyt.-burkneła Betty. Czułem, że jest wściekła na niego i jego podłe zachowanie.
-Chodz Betty. Ja też z chęcią się napije kawy.-powiedziałem to po czym pociągnąłem Betty za rękę w stronę kuchni.
Gdy już minęliśmy drzwi Betty wybuchła:
-Kto to do cholery jest?! -wykrzyknęła.
-Nie wiem. Sam chciałbym wiedzieć.-powiedziałem lejąc wodę do czajnika.
-Na początku mówiłeś coś o jakimś Chrisie?Kto to?- zapytała.
-Moja siostra mówiła mi, że chłopakiem Mary jest Chris ale nic nie wspominała o tym Davidzie.-powiedziałem.
-Co będziemy tu robić do wieczora?-zapytała Betty.
-Nie wiem czy do wieczora tu wytrzymam.-powiedziałem.
Gdy kawa się zaparzyła to wróciliśmy do salonu. Ktoś nagle zapukał do drzwi. David podszedł i otworzył drzwi. Drzwi nagle się zamknęły a David znikł za rogiem domu.
-Ciekawe kto to był.-westchnęła Betty popijając kawę.
-Nie wiem.-skłamała Mary.
Drzwi się nagle otworzyły i wrócił David.
-Kto to był?-zapytałem.
-Nikt ważny.-burkną.
- Sory ale musze ci to powiedzieć! Uspokoisz się w końcu ? Ten dom należy do mojej kuzynki a nie do ciebie. Nie podoba mi się twoje zachowanie więc nie zamierzam się ciebie słuchać ani znosić twoich humorków.-wybuchłem w końcu i wstałem.
-Masz racje to nie mój dom. Ten dom należy do Mary a Mary to moja dziewczyna czyli to co jest jej to także jest moje. Jeżeli ci się nie podoba to twoja sprawa, możesz już sobie jechać.-wstał nagle i otworzył przed nami drzwi.
-Chodz Betty!-krzyknąłem.
-Pa Mary.-powiedziała Betty wychodzą z domu.
Wsiedliśmy szybko do samochodu i odjechaliśmy. Jechałem jak najszybciej się dało. Byłem wściekły. Betty w końcu krzyknęła:
-Alek! Spokojnie! Zwolnij!


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze..

.."-Jak to nie problem to poproszę coś do picia.-powiedziała Betty.
-Jasne, że to nie problem.-powiedziała Mary.."

-Mogę ci kogoś przedstawić?-zapytała Mary prowadząc nas do salonu.
-Pewnie.-zachęciłem ją.
-Zaraz przyjdzie tu mój chłopak- David-powiedziała.
-Chłopak?-zdziwiłem się.-Alice mówiła mi coś o jakimś Chrisie.
-Chris jest już 'nieaktualny'-zaśmiała się i wtedy własnie do pokoju wszedł umięśniony chłopak o czarnych włosach.
-To jest właśnie on.-zapowiedziała Mary po czym wskazała na tego chłopaka.
-David.-przywitał się chłodno ten chłopak po czym podał mi rękę.
-Alexander.-burknąłem.
-Betty jestem!- krzyknęła wesoła jak zawsze Betty.
-Miło mi.-przywitał się z nią David już nieco lepiej niż ze mną.- Wy jesteście razem?- zapytał po czym wskazał palcem na mnie i Betty.
-Nie!-zaprzeczyłem.- jesteśmy przyjaciółmi.
-No własnie.-potwierdziła. Betty.-Gdzie jest toaleta?
-Prosto i na prawo.-powiedziała Mary.
-Dzięki.- podziękowała Betty.
Gdy Betty tylko wyszła David zaczął mówić:
-Czy ta dziewczyna wie?-zapytał.
-Nie wie, i niech tak zostanie.-powiedziała Mary.
-Ok.-powiedział.
Wyczułem, że David nie jest zbyt przyjazny. Zachowywał się arogancko i czułem, że nie lubi mnie.
-To może opowiesz mi coś o sobie?-zapytałem i starałem się być miły. David odwrócił jak sądzę z łaską głowę i burkną:
-Co chcesz wiedzieć?-zapytał arogancko i dosyć chłodnie.
-Chcę wiedzieć ile masz lat, skąd jesteś, czym się interesujesz, i takie tam.-powiedziałem.
-Mam 20 lat i jestem z Anglii, jestem wampirem i jako wampir mam już 505 lat. Interesuję się pożeraniem ludzi.-zaśmiał się.
-Interesujące-burknąłem.-żywisz się ludzmi?
-Tak. A ty nie?-zdziwił się.
-Nie mogę.- powiedziałem.
-Jak to?-zapytał a Mary odpowiedziała:
-Alek nie może żywić się krwią ludzką tylko zwierzęcą.-powiedziała.
-Czyli gustujesz w królikach.-prychną śmiechem.
-David przestań!- powiedziała Mary.
-To nie ja wybierałem. Nie chciałem być wampirem.-powiedziałem.
-Jak to?-zapytał.
-Alek miał straszny wypadek i tylko to mogło go uratować.-powiedziała Mary a do salonu weszła Betty.
-Coś mnie ominęło?-zapytała tryskając radością.
-Dziewczyno uspokój się.-skarcił ją David.
-A co ona ci przeszkadza?- nie wytrzymałem i zapytałem.
-Nic. Tylko zachowuje się jak rozwydrzony bachor.- powiedział po czym wyszedł do kuchni.
-Mary! Co to za typ?! - wykrzyknąłem.
-Spokojnie. Z czasem polubicie go.-powiedziała a do salonu znów wrócił David.

_________________________________________________
Tak sobie wyobrażam Davida.
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze..

.."-Dzięki. Wiesz jak zauważyłeś nie umiem gotować.-przyznała się.
-Widzę własnie.-zaśmiałem się, bo zobaczyłem, że Betty nasypała już co najmniej 5 łyżeczek cukry do kawy.
-Ups..."

-Obudz się.-powiedziałem po czym znikłem za rogiem kuchni.
Miałem jeszcze dużo czasu do wyjazdu więc postanowiłem iść powoli do łazienki w której zostawiłem swój telefon. Po drodze moją uwagę przykuła kartka która leżała na podłodze przed drzwiami do łazienki. Podniosłem nią lecz z dwóch stron była czysta. Dopiero gdy lekkie promienie słońca zaczęły w nią świecić z łatwością mogłem rozczytać słowa zapisane na niej. "If you don't vacate this house you will never again experience the peace. L."
Pobiegłęm szybko do laptopa i włączyłem internet. Gdy wpisywałem słowa to ręka mi drgała nie nie mogłem się uspokoić. Zamurowało mnie gdy w wyszukiwarce przetłumaczone słowa znaczyły: "Jeżeli nie opuścisz tego domu to już nigdy nie zaznasz spokoju. L."
To wszystko wydawało się jak z jakiegoś głupiego filmu. Czuęłm, że dzieje sie cos nie dobrego. Z jednej strony chciałem stąd wyjechać ale coś kazało mi tu zostać. Co miała znaczyć litera "L"? To na pewno LIlly. Co ona chciała ode mnie? Raz daje mi znaki by ją szukać a teraz żeby dać sobie spokój i wyjechać?. Postanowiełem, że te rozmyślania zostawie na pózniej. Poszłem szybko telefon który leżał w łazience i zapowiedziałem Betty, że już możemy jechać. Była trochę zdziwiona, że tak szybko ale nie stawiała oporu.
-Cieszę się, że będę mogła poznać twoją kuzynkę.- powiedziała Betty przeglądając gazetę.-Ile ona ma lat? i jak ma na imię?
-Ma 18 lat i nazywa się Mary.-powiedziałem.
-Aha. Ile zajmie nam ta droga?-wciąż zasypywała mnie pytaniami.
-Jakaś godzina.-powiedziałem wpatrując się w drogę.
-To dobrze, że to nie długo. Nie lubię długo jezdzić.-wciąć nie przestawała mówić.
-Zauważyłem, że lubisz dużo gadać.-powiedziałem.
-Tak trochę.-powiedziała uśmiechnięta.
-Wiesz... cieszę się jak się uśmiechasz.-powiedziałem lekko uśmiechając się.
-Dlaczego?-zapytała cicho.
-Bo to nie codzienny widok.-popatrzyłem się w jej piękne oczy i utonąłem w ich blasku...
-A więc dziękuję.-zaśmiała się.

Droga nie była aż tak strasznie długa. Na miejsce dojechaliśmy koło 8. Mary wyszła przed dom i uściskała mnie.
-To jest Betty. Może pamiętasz ją?-powiedziałem wskazując na Betty.
-Trochę pamiętam.-powiedziała.-Jestem Mary.- powiedziała podając rękę do Betty.
-Betty. Miło mi.-przywitała się grzecznie.
-Jesteście głodni?-zapytała Mary prowadząc nas do domu.
-Jak to nie problem to poproszę coś do picia.-powiedziała Betty.
-Jasne, że to nie problem.-powiedziała Mary.



_________________________________________________
Stwierdziłam, że będe starała się pisać codziennie nowy rozdział ale czasem napiszę połowę i dokończę go następnego dnia. Tak właśnie robie z tym rozdziałem
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze..

.."Wtedy właśnie zauważyłem, że na stole leży.. czarna róża.."

Podszedłem do niej powoli i podniosłem ją. Z bliska wydawała się świeża i pachnąca, a z oddali wydawało się, że usycha. Nalałem do szklanki wody i włożyłem ją do niej. Nalałem sobie soku po czym wyszedłem z kuchni. Za sobą zgasiłem światło nie odwracając się do tyłu. Szybkim krokiem podszedłem pod kanapę i włączyłem telewizor. W telewizji nie było nic ciekawego więc zasnąłem.

Obudził mnie huk. Coś waliło w szybę. Podbiegłem szybko do niej i zobaczyłem, że jest burza. Zegarek wskazywał 4 nad ranem. Przetarłem oczy po czym wyciągnąłem z szuflady w kuchni woreczek z krwią. Byłem strasznie spragniony i piłem jak najszybciej się dało. Gdy wypiłem 3 woreczki poczułem, że jestem strasznie silny i podniecony. Moje mięśnie jakby nabrały sił. Miałem ochotę wyjść i zabić kogoś. Nie zasnąłbym już więc postanowiłem wziąć gorący prysznic. Wziąłem sobie bokserki i poszedłem ba górę. Prysznic był cudowny. Nie wiem ile czasu spędziłem w łazience. Nadszedł czas wyjścia z łazienki ponieważ ciepła woda się skończyła. Ubrałem bokserki i wyszedłem z łazienki. Wtedy właśnie zza rogu korytarza wyszła zaspana Betty i aż zamurowało ją na mój widok. Byłem w samych bokserkach. Poczułem się strasznie głupio i zacząłem się powoli cofać w stronę łazienki.
-Nie krępuj się. Nie takie rzeczy widziałam.-powiedziała z obojętnością, śmiejąc się.
-Hmm..-wymamrotałem
-Ładne bokserki.-skomentowała śmiechem patrząc na mnie.-Takie niebiesiutkie! Po prostu super!- Betty wybuchał śmiechem a ja zrobiłem się czerwony i pobiegłem do łazienki zamykając od razu za sobą drzwi. Ubrałem szybko koszulkę którą miałem z dnia poprzedniego i jakieś spodenki po czym wyszedłem z łazienki.
-Oj już spokojnie.-powiedziała uśmiechając się lekko.-nic się nie stało.
-Zrobiłem z siebie kretyna!- prychnąłem.
-Oj tam.-zaśmiała się.
-Dlaczego wstałaś tak wcześnie?-zapytałem zerkając na zegarek wiszący na ścianie. Dochodziła 5.
-Nie mogłam spać.-powiedziała krótko.-Czułam, że coś nie daje mi spać.
-Jak to?-zapytałem zdziwiony.
-Czułam ,że ktoś chodzi po domu. Myślałam, że to ty ale gdy wstałam o północy ty smacznie spałeś.-powiedziała.
-Niewiarygodne!-skomentowałem.
-Ale prawdziwe, spałeś jak małe dziecko.-zaśmiała się.
-Ale mi nie o to chodzi! Chodzi mi o to, że czułaś jakby ktoś chodził po domu.-powiedziałem idąc w stronę kuchni.
-Dziwne to wszystko. Co będziesz dzisiaj robił?-zapytała nagle.
-Jadę do mojej kuzynki.-powiedziałem.
-Daleko?-nie dawała za wygraną i wciąż wypytywała.
-Tak.-skłamałem, nie chciałem by Betty pojechała ze mną.
-Mogę z tobą? Proszę.-uśmiechnęła się.
-Nie!-krzyknąłem.- i tak jesteś tu już długo!
-No proszę! Tak bardzo chciałabym poznać twoją kuzynkę.-wciąż prosiła błagalnym głosem.- Nie mogę zostać tu sama.-gdy to powiedziała poczułem, że się boi.
-No dobrze..-zgodziłem się.
-Dziękuję.-powiedziała.- Kiedy jedziemy?
-Za godzinę.-skomentowałem krótko.
-Świetnie!- krzyknęła.-Ile tam będziemy?-zapyta.
-Wrócimy wieczorem.-powiedziałem szukając czegoś w lodówce.
-Co na śniadanie?-wciąż zasypywała mnie pytaniami.
-Zrób sobie coś.-prychnąłem.
-Ok.-uśmiechnęła się po czym wstała i zaczęła grzebać w szafkach.
-Szukam masła.-powiedziała.
-Jak chcesz masło to szukaj w lodówce a nie w szafce.-powiedziałem wywracając oczami. Czułem, że nie miała zielonego pojęcia o gotowaniu. Podszedłem do niej i wskazałem jej palcem krzesło a sam zabrałem się do robienia kanapek.
-Dzięki. Wiesz jak zauważyłeś nie umiem gotować.-przyznała się.
-Widzę własnie.-zaśmiałem się, bo zobaczyłem, że Betty nasypała już co najmniej 5 łyżeczek cukry do kawy.
-Ups...
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze..

.."Wciąż w głowie miałem wyrzuty sumienia, że to własnie ja ją zachipnotyzowałem. Osoba której ufała. Gdyby wiedziała co zrobiłem nigdy by mi nie wybaczyła..."

Jak mogłem zrobić to akurat Betty? Czułem się strasznie. Onaa na pewno by tak nie zrobiła na moim miejscu. Chciałbym powiedzieć jej o wszystkim ale nie mogę. Jestem w tym wszystkim sam. Moje życie bardzo się zmieniło. Nie byłem jeszcze gotowy na takie zmiany. Bałem się ich..
Betty zjadła wszystko co jej podałem. Uśmiechnęła się tylko do mnie.
-Mam prośbę.-zaczęła mówić cicho.
-Tak?-zapytałem zaciekawiony.
-No, bo ja.. zapomniałam ubrań.-powiedziała patrząc w podłogę.- czy miałbyś może coś dla mnie?
-Kiedyś w tym domu mieszkała moja ciocia. Może w jej pokoju są jakieś rzeczy które mogłabyś ubrać. Chodz za mną.-zachęciłem ją po czym wyszliśmy z kuchni.
Pokój cioci był prawie w samym końcu domu. Otorzyłem drzwi i własne wtedy przypomniało mi się, że ciocia kochała róże. Chodz w środku nie było świeżych kwiatów wciąż pachniało w nim różami i wiosną. Pokój był mały ale przyjazny. Ściany były koloru niebieskiego z dodatkiem błękitu. Na łóżku leżała jakaś książka a przy stoliku dwa krzesła. Dywan był brudny a podłoga dosyć stara i wytarta. Betty podbiegła do stołu i podniosła coś ciemnego.
-Czyja jest ta róża?-zapytała Betty podnosząc czarną jak smoła różę.
-Kedyś pewnie była mojej cioci.-powiedziałem po czym podszedłem do małej szafki.
-Czy mogę ją wząć?-zapytała.
-Możesz.-powiedziałem z obojętnością w głosie.-Mam tu coś co może cię zaciekawić.
-Ładne.-powiedziała patrząc na ubrania które jej pokazałem.
-Bierzemy to.-powiedziałem krótko wychodzac z pokoju.-chodz już.
-Idę.-powiedziała trzymając różę w dłoniach.
-Myślę, że te ubrania będa dobre na ciebie.-pwoiedziałem gdy już doszliśmy do salonu.
-Ja też. Alek?-zapytała.
-Tak?-zaciekawiłem się.
-Czy my jesteśmy sami w tym domu?-zapytała rozglądając się gniewnie.
-Tak., a co?-zapytałem także zdziwiony.
-Bo wydawało mi się, że gdy szłam w stronę domu jakaś dziewczyna stała w oknie na góże.
-Jak to? Jak ta osoba wyglądała?-zapytałem gniewnie wiercąc się.
-Miała rude włosy i śmiała się.-powiedziała.-czy coś nie tak?
-Wszystko ok.-skłamałem.
-Może mi się tylko wydawało.-powiedziała Betty.
-Na pewno. Jesteśmy tu sami.- zapewniłem ją ale w duchu nie byłem pewny czy mówię prawdę.
-Gdzie mogę spać?-zapytała nagle.
-Tu zaraz za kuchnią jest taki mały pokoik.-powiedziałem.
-Dzięki. A ty gdzie będziesz spał?-zapytała.
-W salonie.-odparłem krótko.
-Aha. To cześć. Dobranoc.-pożegnała się po czym znikła ale za chwilę pojawiła się i zapytała gdzie jest łazienka.
Gdy byłem w 100% pewny, że Betty śpi zacząłem się bać. Ktoś był w tym domu oprócz nas. A co jeżeli ta osobą była Lilly? Nie wiedziałem co robić. Byłem pewny tylko jednej rzeczy.. Musiałem przestać się bać. Wstałem i poszedłem do kuchni po sok. Wtedy właśnie zauważyłem, że na stole leży.. czarna róża.
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze..

.."-Ja ci wierzę. W życiu dużo przeszłaś i gdzieś tam w środku cierpisz.. Jesteś porozrywana na kawałeczki i nie radzisz sobie z tym.. Przyznaj.."

-Nie wiem co mam ci odpowiedzieć. Jeszcze nikt nie powiedział mi czegoś takiego. Dziękuję.- powiedziała Betty.
-Nie ma za co.-powiedziałem krótko.-Jesteś może głodna?
-Strasznie!- powiedziała przełykając ślinę.
-To świetnie! Zaraz zrobię coś do jedzenia. Tylko ostrzegam, nie jestem w tym najlepszy.-powiedziałem zbierając na tackę pusty talerzyk po ciastkach.
-Może przeżyję.-zaśmiała się.
Ruszyłem w stronę kuchni i czułem, że Betty idzie za mną.
-Co zamierzasz zrobić?- zapytała siadając przy blacie.
-Nie wiem. Zastanawiam się nad naleśnikami lub słodkimi pierogami.-powiedziałem zaglądając do lodówki.
-Zdecydowanie naleśniki! Kocham naleśniki.- powiedziała uśmiechając się.
-No dobrze zrobię naleśniki. Wyciągnij dżem z szafki na dole.-powiedziałem wskazując palcem na jasną szafkę.
-Ok.-odparła krótko podchodząc do szafki i wyjmując z niej dżem.-Matko Boska!!! Alek! Skąd tu się wzięła ta krew ?! -wykrzyknęła przerażona wyjmując z szafki moje woreczki z krwią.
Zapomniałem o tym, że one tam były byłem przerażony. Betty patrzyła na mnie wzrokiem mordercy i czułem, że bała się mnie. Podszedłem do niej i powiedziałem, patrząc się w jej błękitne oczy.. "Zapomnij co widziałaś, siądz przy stole." To było straszne uczucie mieszać komuś w głowie. Czułem, że to nie fair w stosunku do Betty. Przypominała mi Bellę ale jednak obawiałem się jej reakcji. Betty mrugnęła po czym znów usiadła na krześle.
-Na czym skończyliśmy?-zapytałem uśmiechając się lekko.
-Wybrałeś, że zrobisz naleśniki.-odparła krótko.- Czy podać ci coś może?
-Nie, dziękuję.-powiedziałem.
-Zrobisz mi jeszcze kawy?-zapytała.
-Nie. Jeżeli teraz wypijesz kawę to nie zaśniesz w nocy. Co najwyżej herbaty?-zapytałem.
-No dobrze, ale nie lubię herbaty. Sok poproszę.-powiedziała a ja wyciągnąłem szklankę i nalałem do niej pomarańczowego soku.
-Dzięki.-powiedziała krótko pijąc sok.
Gdy już przyrządziłem naleśniki to polałem je bitą śmietaną i podałem Betty na dużym talerzu. Wciąż w głowie miałem wyrzuty sumienia, że to własnie ja ją zachipnotyzowałem. Osoba której ufała. Gdyby wiedziała co zrobiłem nigdy by mi nie wybaczyła...
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze..

.."Rozłożyłem je na stole i wtedy zauważyłem co one przedstawiają.. "

W całości przedstawiały czyjąłś twarz. Nie byłem do końca pewny czyją ale poznałem, że jest to Betty. To wszystko było po prostu chore.. Byłem w tym całkiem sam. Co miałem robić dalej? Gdzie szukać? Naagle ktoś zapukał do drzwi. Pozbierałem szybko rysunki i schowałem je pod poduszkę. Podszedłem do drzwi i ku mojemu zdziwieniu po drugiej stronie stała Betty. Otworzyłem od razu.
-Betty? Co ty tu robisz?-zapytałem zdziwiony.
-Alek! Dobrze trafiłam! Ten adres dostałam od twojej kuzynki Mary. Przyszłam cię odwiedzić. Wpuścisz mnie?-odchyliłem niepewnie drzwi i wpuściłem Betty do środka ale czułem, że chyba trochę się zmieniła od ostatniego spotkania.
-Jasne wchodz! Napijesz się czegoś?-zapytałem prowadząc ją do salonu.
-Jeżeli to nie problem to poproszę kawę.- powiedziała.
-Jasne! Już się robi.-powiedziałem po czym skierowałem się w stronę kuchni.
Znalazłem kawę w szafce i zaparzyłem wodę. Nie miałem pojęcia o czym mógłbym rozmawiać z nią więc postanowiłem, że popytam ją trochę. Gdy kawa się zaparzyła wiąłem ją na tackę i zaniosłem do salonu. Pobiegłem jeszcze do kuchni po ciastka.
-Proszę.-podałem Betty kawę razem z ciastkami.
-Dziękuję.-powiedziała krótko.
-A więc, co tak na prawdę sprowadza cię do mnie?-zapytałem jedząc ciastko.
-Uciekłam z domu.-powiedziała.-Mam już dość wszystkiego. Tak na prawdę to nie jest mój dom ale nazywam go domem.
-Jak to uciekłaś? Czemu? - zapytałem zdziwiony.
Betty łyknęła kawę po czym zaczęła mówić.
-Nie mam jeszcze 18 lat więc do tego czasu musze być u państwa Nelson. Nie są zbyt przyjazni i czuje się tam zle. Dzisiaj nie wytrzymałam ponieważ ich córka powiedziała, że ja ćpie. Wzięłam swoją torbę i wyszłam.-powiedziała.- Czy mogę u ciebie zamieszkać? Chociaż tak na chwilę, dopóki sobie czegoś nie znajdę.
-Wykluczone!- krzyknąłem.
-No ale dlaczego? Nie sprawiam problemów.-powiedziała.
-Po prostu nie mogę.-skłamałem, bo wiedziałem, że w tym domu dzieje się coś nie dobrego.
-Proszę. Naprawdę obiecuję, że jutro już wróce do siebie.-zapewniała mnie.
-No dobrze.-powiedziałem ciągle z niepewnością w głosie.
-Dzięki, dzięki, dzięki!-wykrzyknęła po czym przytuliła mnie.
-Spokojnie.-odsunąłem się od niej.- masz ładne perfumy.-dodałem.
-Dzięki, to moje ulubione.-powiedziała.-podobają ci się na prawdę?-zapytała.
-Tak. Moja bliska osoba miała kiedyś takie.-powiedziałem a przed moimi oczami od razu pojawiła się twarz Belli.
-Powiesz mi w końcu kim była ta osoba?-zapytała.
-To moja dziewczyna. Umarła. nie chce o tym mówić.- powiedziałem wpatrując się w podłogę.
-Wiem jak się czujesz.- Na prawdę. Gdy mój chłopak umarł nie mogłam się z tym pogodzić i ciągle nie mogę.- powiedziała po czym usiadła i lekko dotknęła mojego ramienia.
Nie odpowiedziałem a ona nie dawała za wygraną.
-Nie odtrącaj mnie, proszę. Dużo ludzi sądzi, że jestem tępą suką i puszczam się z wszystkimi. Nie nie jestem nią. Nikt mi już nie wierzy. Nie chcę żebyś mnie polubił ale chociaż chciałbym mieć taka osobę której mogłabym się wygadać. To wszystko.- powiedziała.
-Ja ci wierzę. W życiu dużo przeszłaś i gdzieś tam w środku cierpisz.. Jesteś porozrywana na kawałeczki i nie radzisz sobie z tym.. Przyznaj..
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze.."

.."Odpowiedzi na wszystkie twoje pytania znajdziesz tam gdzie nigdy nie wschodzi słońce.."

Tylko gdzie to może być? Jednego byłem pewien.. ten kto dawał mi te wszystkie znaki nie chciał by ktoś się o tym dowiedział. Musiałem zrobić to sam. Trochę się bałem ale jednocześnie pragnąłem dowiedzieć się kim tak naprawdę jest Lilly. Czy jest teraz wampirem czy może czymś innym. Ciekawiło mnie to bardzo. Miałem duży problem.. Gdzie było miejsce.." tam gdzie nigdy nie wschodzi słońce.." Musiało to być miejsce ciemne i jak sądzę zimne. Jedyne co przyszło mi do głowy to szukanie odpowiedzi w księgach babci. Otworzyłem jedną lecz nie było tam nic co by mnie zaciekawiło. Tak przejrzałem kolejne księgi aż zorientowałem się, że pod domem babci jest piwnica. W dzieciństwie bawiłem się tam. Tylko jak się tam dostać? Zawsze wejście było w kuchni pod podłogą ale teraz nic tam nie było. Zastukałem w jedną z płytek i usłyszałem, że nic tam nie ma. Postarałem się delikatnie podnieść ją i pojawiły się 'te schody'. Wziąłem ze sobą latarkę i weszłem do środka. Czułem, że ktoś tu był i to nie aż tak dawno. W piwnicy dużo się zmieniło. Na ścianach pojawiły się dziwne obrazy a na podłogach porozrzucane kartki oraz jakies stare meble. Czułem, że atmosfera w tych pomieszczeniach jest bardzo zimna.Chciałem wyjść stąd szybko ale nie mogłem, ponieważ chyba po coś tu przyszedłem. Nagle zadzwoniła Alice! odebrałem jak szybko sie dało.
-Alice! Dzięki Bogu! Dlaczego się nie odzywałaś?-wypytywałem.
-Alek.. Coś nie dobrego się dzieje..-wymamrotała.
Co się dzieje? Czy wszystko z tobą ok?-wypytywałem ciągle.
-Wszystko ok. Ale Anna jest w niebezpieczeństwie. Ktoś próbuje panować nad naszymi umysłami.. Tym kimś jest..-powiedziała Alice i nagle usłyszałem tylko krzyk i nastała cisza.
Co miałem o tym myśleś ?! Coś działo sie z Alice! Coś nie dobrego. Musiałem odnaleść Lilly. Ta dziewczyna miała cos wspólnego z Alice, tego byłem pewny. Te dom skrywał wiele tajemnic októrych do tej pory nie miałem pojęcia. strasznie bałem się o Alice. Postanowiłem działać.
Na ścianie ujrzałem świece więc wyjąłem z kieszeni zapalniczkę i zapaliłem ją. Świeczka zgasła. Miałem tylko latarkę i to właśnie tylko ona miała mi wystarczyć. Przeglądałem te wszystkie notatki oraz rysunki i nie widziałem w nich nic co by mnie zaciekawiło. Wziąłem to wszystko iwweszłem spowrotem na górę. Rozłożyłem je na stole i wtedy zauważyłem co one przedstawiają..

 

 
Hej
Mam dla was takie troche małe zmiany, ponieważ postać Alice i Mary się troche zmieniła i wgl. Alice wyjechała teraz na Alaskę ale jak wróci jej kolor włosów będzie czarny. Mary natomiast będzie blondynką. Aleksander zostanie taki jaki był i Betty też. Do akcji wkroczy także Camillie ale to jeszcze nie.

Alexander. Lat 19. Wampir.


Betty. Lat 18. Człowiek.

Camillie. Lat 17. Człowiek.


Lilly. Lat ? . (Jeszcze nie odnaleziona)


Mary. Lat 18 (476 lat) wampir.


Alice. Lat 16. wampir.





Ps. Może pojawić się kilka innych nowych postaci ale wtedy dodam zdjęcie oddzielnie
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze.."

.." Czyli Lilly żyła! Musiałem ją odnaleść.."

Tylko jak? Gdzie ona mogła być? Rozejrzałem się dookoła po czym wyszedłem zamykając drzwi na klucz. Wziąłem ze sobą tą kartkę i wsiadłem do samochodu. Po drodze postanowiłem wstąpić do sklepu ponieważ w lodówce babci były pustki. To dobrze, że miałem swoje oszczędności, bo gdybym nie miał pieniędzy to musiałbym zachipnotyzować sprzedawce sklepu. Mary uczyła mnie chipnozy ale nie byłem do końca przekonany żeby mieszać ludziom w głowach. Zajechałem pod wielki market i wziąłem wózek. Musiałem kupić dużo jedzenia.
Całe zakupy zajęły mi cały wózek i dwie torby. Sądzę, że jedzenia mogło mi wystarczyć na conajmniej miesiąc ale, że kocham jeść to pewnie na jakieś dwa tygodnie. Zapakowałem torby do bagażnika i ruszyłem w stronę domu. Alice nie odzywała się do mnie od wczoraj. Postanowiłem zadzwonić do niej. Nie odebrała. Zadzwoniłem drugi raz lecz znów to samo. Postanowiłem zadzwonić do Mary, ona na pewno odbierze. Wybrałem numer. Nie myliłem, się odebrała za pierwszym razem.
-Mary? Co się dzieje z Alice? Nie odbiera ode mnie telefonów.-powiedziałem.
-Alice.. ona tak jakby musiała wyjechać.-powiedziała krótko.
-Jak to? Dokąd? Czy coś się stało? - wypytywałem.
-Nic się nie stało. Musiała spowrotem wrócić na Alaskę.-powiedziała Mary.
-Ale po co?-zapytałem.
-Dowiedziała się, że ktoś ją poszukuje i postanowiła tam wrócić na jakiś czas. Czy coś się stało?-odpowiedziała i zapytała.
-Wszystko ok. Odezwę się jutro.-powiedziałem po czym rozłączyłem się.
Coś działo się z Alice, a ja nie wiedziałem co. Ona zawsze dzwoniła do mnie i informowała mnie o wszystkim. Powoli zaczynałem mieć dość tego 'nowego życia'. Wkurzało mnie to. Bycie wampirem nie jest takie łatwe jak się wydawało. Prawda była taka, że nie miałem nikogo komu mógłbym się wygadać. Alice to Alice ale mi najbardziej brakowało Belli. Ona zawsze dodawała mi otuchy i pokazywała życie z innej strony a teraz stałem sie pesymistą. nie cieszę się z niczego. Gdy dojechałem do domu przeraziło mnie to, że w kuchni świeciło się światło. Byłem pewny, że je zgasiłem. Wziąłem torby i powoli otworzyłem drzwi. Poczułem ,że dom jest pusty więc rozluznionym krokiem poszedłem do kuchni. Zamurowało mnie gdy zobaczyłem, że na stole w kuchni leży kolejna kartka. Słowa brzmiały w niej tak "Jeżeli chcesz dowiedzieć się rzeczy której pragniesz wiedzieć to spal wszystkie odnalezione kartki..." Pobiegłem do salonu i wyjąłem z szuflady wszystkie odnalezione kartki i wrzuciłem je do kominka po czym wyjałem zapalniczke i podpaliłem je. W kominku coś strzeliło i wyleciała z niego zniszczona kartka... Słowa na niej brzmiały.." Odpowiedzi na wszystkie twoje pytania znajdziesz tam gdzie nigdy nie wschodzi słońce.."
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze.."

.." Po poskładaniu sobie wszystkich informacji wiedziałem, że Lilly..

Według mnie była dosyć ładną i interesującą dziewczyną. Chyba była jakoś spokrewniona z moją babcią. Tylko jak? Kim ona była? Gdzie miałem szukać następnych wskazówek? Gdzie one miały być? To wszystko było dziwne ale ciągnęło mnie by dowiedzieć się czegoś więcej na temat tej dziewczyny. Jej rysunki były bardzo dziwne i świadczyły chyba o jej charakterze. A co jeżeli Lilly żyje? Nie to nie możliwe. Nie mogła by przeżyć aż tak długiego czasu. Postanowiłem zadzwonić do Mary. Wyjąłem telefon z kieszeni spodni i wybrałem numer. Odebrała.
-Cześć Mary.-powiedziałem.
-O! Alek, czy coś się stało?-zapytała zaniepokojona.
-Wszystko ok. Mam takie pytanie..-zacząłem.
-Tak?-zapytała.
-Jeżeli ktoś zmienił się w wampira bardzo bardzo dawno temu czy mógłby dożyć do dzisiaj?-zapytałem.
-Wampiry oraz inne nad-przyrodzone istoty są nieśmiertelne więc tak. Dlaczego pytasz?-odpowiedziała po czym zapytała.
-Tak się pytam.-skłamałem.
-Dobrze. Czy potrzebujesz czegoś? I co u ciebie?-wypytywała.
-U mnie wszystko ok. Postanowiłem, że zamieszkam w tym domu. Wszystko mam. Po swoje rzeczy pojadę po południu. Do zobaczenia! -powiedziałem po czym rozłączyłem się, nie czekając nawet na jej odpowiedz.
Wstałem i ruszyłem w kierunku drzwi. Postanowiłem mieć juz z głowy tę przeprowadzkę.

Na miejsce dojechałem szybko ponieważ droga nie była długa. Mój dom był mały więc nie miałem duzo rzeczy do zabrania. Wyjąłem dwie torby z szafy i zacząłem pakować ubrania. Wyjąłem koszulkę Belli z pod poduszki i pakowałem dalej. Gdy spakowałem juz wszystko wtedy własnie zauważyłem, że na stole leży jakaś kartka. Napisane na niej było "Znajdz Lilly i zabij ją!" Co to miało znaczyć?! Co ta kartka robiła u mnie na biurku ? Co miał znaczyć? Czyli Lilly żyła! Musiałem ją odnaleść...

 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze.."

.."Co tak na prawde stało się mojej babci? Kim była Lilly? No i najważniejsze... dlaczego mi babcia przepisała ten dom i ostrzegła mnie? .. "

Te pytania zadręczały mnie. Wtedy własnie zauważyłem, że spod kominka wystaje jakaś kartka. Było to kolejne zdjęcie Lilly. Na tym zdjęciu miała już conajmniej 18 lat. Miała piękne rude włosy i widać było, że są farbowane ale i tak wydawała się piękna. Była bardzo rostrzepana. Jej twarz była blada nawet bardzo blada. Na odwrocie fotografi napisane było "Dla mojej ulubionej twoja Lilly..Ps. pozdrowienia z fotela."
Te słowa były dziwne z zwłaszcza te końcowe. Co to mogło znaczyć? A może babcia dawała mi jakieś znaki jak szukać informacji o tej dziewczynie? Musiałem spróbować. Tylko gdzie mam szukać kolejnego zdjęcia? Przypomniały mi się słowa "Pozdrowienia z fotela" podeszłem do starego fotela. Na jego nóżce widniał napis "Jedynaczka. Pełna gniewu, rozwścieczona dziewczyna kochająca róże." Te słowa były jeszcze dziwniejsze od wcześniejszych. Co to miało oznaczać? Na pewno coś z różami. Tylko gdzie są róże? Róże napewno są przed domem i zawsze stoją w flakonie w domu. Pddszedłęm i obejrzałem cały flakon. Nie było nic co mogło przyciągnąć moją uwagę. Nawet na różach nie zauważyłem żadnych śladów. Postanowiłem poszukać czegoś w ogrodzie.Było ciemno ponieważ była noc więc zdecydowałem, że zrobie to jutro. Wziąłem koc i położyłem się na kanapie. Trochę bałem się spać w tym domu ale byłem podekscytowany tym, że moge dowiedzieć się kim była Lilly. Z zaśnieńciem nie miałem problemu.

Śniła mi się Bella. Sniła mi się prawie codziennie. Sen zaraz się skończył ponieważ promienie słońca paliły w moje oczy.

Wstałem i zobaczyłem, że cały dom świeci się od słońca. Wyglądało to cudownie. Poszłem do kuchni i nalałem sobie soku. Odwróciłem się by usiąść na krześle i wtedy własnie coś mnie ukuło. Usiadłem na kolec od róży. Przypomniała mi sie wczorejsza sytuacja i ujrzałem słowa które po odbiciu promieni słonecznych polawiły się na ścianie. "Lilly jest odpowiedzią na wszystkie twoje pytania dotyczące rodziny.." Po chwili napis znikł a ja stanąłem jak wryty. Co to wszystko miało znaczyć ? Nie wierzyłem w żadne duchy! swiat był inny niż się spodziewałem no ale nei duchy ! Na chwilę zwątpiłem, straciłem nadzieje ale pomyślałem sobie o Belli i od razu nadzieja powróciła. PO poskładaniu sobie wszystkich informacji wiedziałem, że Lilly..
__________________________________________________
Lilly
 

 
Nominowała mnie:
http://nicnicnic15.pinger.pl/

Odpowiedzi na pytania:

1. Co skłoniło, lub było inspiracją do prowadzenia bloga?
-Nie wiem. Jakoś tak, postanowiłam pisać opowiadania i założyłam bloga.

2. Jesteś optymistą czy pesymistą?
-Niestety nie mogę powiedzieć, że jestem w 100% optymistką, bo tak nie jest. Czasem bywają gorsze dni więc odpowiedz brzmi: Po połowie.

3. Wierzysz w niebo i piekło?
-Nigdy się nad tym nie zastanawiałam więc nie wiem.

4. Co sądzisz o miłości na odległość?
-Nie wierzę w taką miłość.

5. Twój najgłupszy pomysł?
-Było ich bardzo bardzo bardzo dużo

6. Gdybyś miał możliwość na dzień stać się kimś innym kto by to był i dlaczego?
-Nie wiem. To i tak sie nie stanie więc nie chce mi się myśleć. xDD

7. Twój idealny dzień?
-Nie pamiętam.

8. Co sądzisz o One Direction i Justinie Biebier?
-One Direction lubię ale Justin Bieber wydaje mi się dziecinny i wgl. Chodz jego niektóre piosenki są spoko xD

8. Twoja ulubiona książka?
-Jest ich dużo. Ale chyba najbardziej wszystkie części Pamiętników wampirów!

9. Zdarzenie które dużo zmieniło w twoim życiu?
-Nie pamiętam.

10.Słuchasz disco polo?
-hahhahahah, zależy jaka piosenka ;D

11. Gdybyś była aniołem stróżem kogo byś strzegła?
-Oczywiście, że siebie samej ;D





Nominuję blogi:
1. http://maskarka.pinger.pl/
2. http://modelina.itp.pinger.pl/
3. http://fanta122312.pinger.pl/
4. http://agleeluna.pinger.pl/
5. http://zakochanaww.pinger.pl/
6. http://myworlddream.pinger.pl/
7. http://mortalangel.pinger.pl/
8. http://dzapka.pinger.pl/
9. http://xxelobiczysxx.pinger.pl/
10. http://nirllam.pinger.pl/
11. http://oliwiaspok8900.pinger.pl/

Pytania:
1.ulubiony zespół?
2.ulubiona piosenka?‎
3.jaka jest twoja definicja szczęścia?
4.Czy jest coś czego żałujesz?
5.Czy istnieje przyjaźń miedzy chłopakiem a dziewczyną ?
6.kolor skarpetek ?
7.ulubiony sport ?
8.Czy telewizja nas ogłupia?
9.Ostatnio słyszana piosenka?
10.Co może poprawić Ci nastrój?
11.jaki masz model telefonu?‎
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze.."

.."A co jeżeli jakaś siła zabiła babcię? A co jeżeli to coś chce zabić mnie... "

Przerażało mnie to wszystko. Postanowiłem popatrzeć w te księgi. Nie było w nich nic ciekawego oprócz tego, że w każdej z nich jako zakładka służyło zdjęcie tej dziewczynki. Tej z tych obrazów. Na odwrocie zdjęcia napisane było " Dla mojej Cynthii od Lilly. Na tym obrazku dziewczyna była trochę starsza ale jej twarz ciągle była taka sama. Kim było to dziecko? Dlaczego babcia nie opowiadała mi wcześniej o niej? Coś tu było nie tak. Tego byłem pewien. We wszystkich księgach były jakieś zaklęcia których wcale nie rozumiałem więc postanowiłem porobić co innego gdy nagle zobaczyłem, że jedna z desek w ścianie jest uchylona więc o razu tam zajrzałem. Był tam pewnien zeszyt. Nie była to księga. Otworzyłem ją i okazało się, że jest to rosownik w którym rysowała kiedyś Lilly. Na pierwszej stronie napisane było "Lily Green rok 1702" I własnie wtedy przypomniałem sobie tamtą wcześniejszą datę. Było to dużo lat po tym. Więc Lilly musiała mieć już dużo lat. To wszystko wydawało się dziwne. W tym zeszycie były same rysunki. Miała ogromny talent ale czułem, że nie lubiła rysować lub po prostu lubiła ludzi bez głów. Wszyscy stali w krwi i nie mieli głowy. Jeden to nawet był bez rąk. To było przerażającące jak taka mała dziewczyna może rysować takie coś. Gdy obejrzałem cały zeszyt zajrzałem ponownie do otworu w ścianie. Gdy włożyłem rękę głębiej oprócz kurzu znalazłem coś małego i twardego. Po wyjęciu tego opłukałem je wodą i zauważyłem, że jest to mała szkatułka. Była drewniana i wykuta była na niej litera "L" Byłem pewny, że ta dziewczyna ma coś wspólnego z moją babcią. W środku znalazłem duzo drobiazgów ale moją uwage przyciągneła czarna branzoletka z kolcami. Zaczepiłem ją sobie na ręcy ponieważ bardzo mi się spodobała.
Schowałem to pudełko spowrotem do ściany po czym zadzwoniłem i zamówiłem pizzę. Było już ciemno a ja byłem strasznie głodny. Miałem ochotę na krew no ale postanowiłem, że 'zapoluję' jutro. Pizzę zjadłem w całości i poczułem sie strasznie senny. Dochodziła 20. Było jeszcze bardzo wcześno więc usiadłem na fotelu i włączyłem telewizor. Prawie wszystkie kanały były zablokowane. Babci wystarczały 3 kanały podstawowe. Przeraziło mnie to. Nie wziąłem nawet ze sobą laptopa ani żadnych ubrań. Postanowiłem zadzwonić do Alice. Wyjąłem telefon z kieszeni i znalazłem numer mojej siostry i nacisnąłem zielona słuchawkę. Odebrała od razu.
-Alek?-zapytała.- czy coś się stało?
-Nic się nie stało. Musisz mi jutro przywieść jakieś ubrania i mojego laptopa.- powiedziałem.
-Jasne! Czyli co zamierzasz tam mieszkać?-zapytała.
-Nie wiem, jutro się okaże.-powiedziałem po czym rozłączyłem się.
Nalałem sobie soku i wróciłem spowrotem do salonu. Nawet juz nie włączałem telewizora. W mojej głowie było mnóstwo pytań dotyczących tego wszystkiego. Co tak na prawde stało się mojej babci? Kim była Lilly? No i najważniejsze... dlaczego mi babcia przepisała ten dom i ostrzegła mnie? ..
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze.."

.."Wyciągnąłem klucz z kieszeni i przekręciłem zamek. Przed moimi oczyma pojawił się.. mój dom. "

W środku było dosyć skromnie jak i mrocznie. Ściany były jasnego koloru a na nich wisiały ciemne i smutne obrazy. Moja uwagę przyciągną ogromny obraz na którym narysowana była cała rodzina. Rozpoznałem na niej moja babcię i tatę. Reszty rodziny nie znałem ponieważ umarli gdy byłem mały. Stała tam także mała dziewczynka, dosyć smutna i obojętna. Patrzyła się przed siebie i sprawiała wrażenie niedostępnej. Na drugim obrazie znów pojawiła się ona. Tym razem była wesoła i śmiała się. Trzymała w ręku czarny balonik. Na dole obrazu ujrzałem jego datę. Był to rok 1649. To dziecko umarło tak dawno temu. Ciekawe kto to był dla mojej babci. może kiedyś się dowiem. Idąc długim korytarzem powoli zacząłem przypominać sobie chwile spędzone w tym domu. Zawsze pachniało w nim ciepłymi ciasteczkami i sokiem malinowym. Najbardziej lubiłem naleśniki babci. Gdy spędzałem tu wakacje spałem w swoim pokoju który był nieco oddalony od wejścia domu. Postanowiłem tam pójść. Droga wydawała się długa ale taka nie była. Po drodze zwiedzałem piękne pokoje i podziwiałem obrazy. Bardzo się tu zmieniło. Drzwi do mojego pokoju był zamknięte. Babcia powiedziała mi kiedyś, że to jest mój pokój i ja mam w nim sprzątać i o niego dbać. Pewnie nie wchodziła tu po moim wyjezdzie ponieważ nie miała kluczy. Kluczyki zawsze chowałem do kwiatka który stał obok drzwi. Kwiatka nie było więc zdziwiłem się ale zauważyłem, że na jego miejscu stoi inny. Klucz zakopany był w ziemi. Było to dziwne ponieważ ktoś musiał przecież zmieniać tą ziemie i jeszcze włożył tam klucz. Otworzyłem drzwi i na mojej twarzy pojawiła się pajęczyna która spadła z sufitu. W pokoju oprócz brudy nie było nic interesującego więc postanowiłem opuścić to pomieszczenie. Wróciłem do salonu. Słońce świeciło a w domu było tak ponuro i panowała dziwna atmosfera. Zadziwiło mnie to trochę ponieważ w takim domu powinno być ciepło i słonecznie. Poszedłem do kuchni aby coś zjeść. W lodówce była praktycznie pustka więc wziąłem jabłko i wyszedłem na zewnątrz. Słońce aż spalało mi moje zrenice więc spowrotem wróciłem do domu. Nie miałem tu co robić. W domu oprócz obrazów było dużo książek. Obok bujanego fotela w którym zawsze siedziała babcia był mały regalik w którym znajdowały się jej książki. Nigdy nie pozwalała mi ich dotykać, bo twierdziła, że to jest jej własność i nie życzy sobie by ktoś je dotykał. Zawsze bardzo byłem ciekaw co to są za książki lecz ona je chroniła i nie mogłem ich nawet dotkąć. Teraz miałem okazję no ale czy babcia nie miałaby mi tego za złe? Pewnie byłaby wściekła ale jednak postanowiłem zaryzykować. Wziąłem pierwszą lepszą z brzegu i otworzyłem ją i właśnie wtedy z niej wyleciała kartka a słowa na niej brzmiały: "Drogi Alku jeżeli to czytasz to ja pewnie już nie żyje. Ten dom należy do ciebie i proszę nie zmarnuj go. Moja śmierć nie była naturalna ale proszę nie zajmuj się tym teraz. Na świecie żyją miliony nad-ludzkich istot. (może już o nich wiesz a przynajmniej mam nadzieje, że wiesz o co mi chodzi) Te wszystkie książki w tym domu to moje księgi. Jestem czarownicą a raczej byłam. Mogę powiedzieć ci tylko tyle, że w tym domu dzieje się coś niedobrego..." Te słowa mnie przeraziły. Co tu się działo? W mojej głowie aż roiło się od pytań.. A co jeżeli jakaś siła zabiła babcię? A co jeżeli to coś chce zabić mnie...
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze.."

.."Uznałem, że ten klub nie jest dla mnie i wyszłem. Przed samymi drzwiami ujarzałem.. właścicielkę pięknej apaszki.."

-Betty? Co ty tu robisz?-wypytywałem.
-Ja .. ja-zaczęła się jąkać.-przyjechałam po swoją apaszkę.-poczułem, że kłamała.
-Skąd wiedziałaś, że tu będę?-zapytałem podając jej apaszkę.
-Zobaczyłam samochód. -powiedziała krótko.- Muszę iść, cześć.- powiedziała po czym odwróciła się.
-Ej! Dlaczego zachowujesz się tak dziwnie?- powiedziałem łapiąc ją za rękę a ona aż pisnęła.
-To boli głupku!- krzyknęła tylko i uciekła.
Nie powiedziałem nic. Odwróciłem się i skierowałem się w stronę samochodu.

W domu od razu przywitała mnie Alice. Jej twarz był smutna więc zapytałem od razu:
-Czy coś się stało Alice?-zapytałem.
-Niestety tak. Dzwonili z policji i okazało się, że twoja babcia Cynthia umarła. Znaleziono ją w łazience leżącą całą we krwi z testamentem w ręce. Przepisała wszystko tobie. Włącznie z tym jej wielkim domem. Pogrzeb jej odbył się kilka dni temu lecz nie mogli znaleść żadnych kontaktów do ciebie. Pan policjant powiedział, że masz dwa dni na zdecydowanie się czy chcesz przyjąć testament czy go odrzucić.-powiedziała Alice.
-Babcia Cynthia.. nie to nie możliwe!-krzyknąłem.
-Alek.. spokojnie.-powiedziała Mary wchodząc do pokoju.
-Ale teraz zostałem sam.. nie mam nikogo.. nikogo!- wciąż byłem wściekły.
-Masz mnie i Alice. My zawsze będziemy przy tobie.- powiedziała Mary pocieszając mnie.
-Ale babcia była ostatnią osobą od rodziny taty..-powiedziałem tylko.
-Tak bardzo mi przykro.-powiedziała Alice po czym przytuliła mnie.- chodz do mnie.
Usiedliśmy na kanapie i wtuliłem się w Alice. Wtedy właśnie poczułem, że kocham ją nad życie. Zasnąłem... rano obudziła mnie Alice mówiąc, że jest już prawie południe i, że zaraz jedziemy do domu babci. Poszłem do łazienki wziąść prysznic. Siedziałbym tam wieczność ale zorientowałem się, że mija kolejna godzina więc wyszedłem. Ubrałem koszulke i jeansy, umyłem zęby i zbiegłem schodami na doł do kuchni. Na stole czekały na mnie dwa woreczki z krwią. Wypiłem je od razu i wyszedłem na zewnątrz. Alice czekała już w samochodzie.
-Jesteś gotowy? Podjąłeś dezyzje? - zapytała odpalając silnik.
-Mam czas do jutra. Dzisiaj spędzę tam noc.-powiedziałem krótko wpatrując się przed siebie.
-Ja niestety nie będe mogła tam z tobą zostać, muszę wrócić ponieważ musimy z Mary załatwic ci trochę krwi.-powiedziała.

Droga nie była długa, conajwyżej 30 minut. Przed oczyma pojawił mi się dom babci, Był przepiękny! Ostatni raz byłem tu jakieś 7 lat temu. Budynek ciągle wyglądał na nowy jak na swoje lata. Był biały a jego ściany przykrywały różne krzewy oraz bluszcze. Wyglądał jak apartament. Moja babci dbała o niego aż do swojej śmierci a teraz on miał być mój.. tylko mój.. Gdy wysiadłem z samochodu do Alice zadzwoniła Mary i kazała jej wracać, bo cos się stało. Nie obchodziło mnie co. Wyciągnąłem klucz z kieszeni i przekręciłem zamek. Przed moimi oczyma pojawił się.. mój dom.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Cześć!
Właśnie zdałam sobie sprawę, że prowadzenie bloga i pisanie opowiadań nie jest wieczne. Chcę zmienić trochę tego bloga. Opowiadania pisała będę ale żadko. Tak 3 lub 4 rozdziały na tydzień. Łącznie mojego opowiadania jest już 82 rozdziały! Trzeba trochę zwolnić tępo. Teraz mój blog będzie poświęcony różnym cytatom. Najczęściej będzie to po prostu opis czegoś. Chcę zmienić mojego bloga ponieważ w moim życiu dużo się zmieniło i chciałbym trochę tu poopisywać.


__________________________________________________

Zacznijmy od tego, że każdy kogoś kocha. Nazywa się to "bujaniem się". Czasem za szybko zaczynamy ufać a pózniej tylko żałujemy. Jeżeli się kogoś kocha to zrobi się dla niego wszystko ale żadko patrzy się wtedy na siebie. Posłużę się tu takim cytatem:
"Ona kochała.."
On żartował..
Ona przytulała..
On olewał..
Ona dała spokój..
On zrozumiał.."
Smutne ale niestety prawdziwe. Chłopcy bawią się nami jak zabawkami a my udajemy głupie i dajemy sobą manipulować. Nie obchodzi ich nic! Mają nas daleko w dupie a nam ciągle zależy.. Taka własnie jest wada kobiet. Gdy jesteśmy już pewne, że trafiłyśmy na 'tego jedynego' on wbija nam nóż w plecy i odchodzi do innej. Oczywiście powiedzieć możecie, że to wszystko nie prawda, że was to nie dotyczy ale okłamujecie samą siebie. Chłopaki nie dorośli by mogli być nas warci!

_________________________________________________
Takie własnie mniej więcej będą moje wpisy. Zapraszam do komentowania <3
Pozdrawiam.
Weronika!
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze.."

..."Tylko potaknąłem głową i Betty wyszła.
-Betty! zaczekaj! Muszę ci coś powiedzieć... "

-Przepraszam Alek ale śpieszę się!-krzyknęła tylko i wsiadła do taksówki.
Nie zdąrzyłem jej odpowiedzieć. W dłoni trzymałem jej miętową apaszkę. Wyglądała i pachniała cudownie. Były na niej czarne wrony. Wróciłem do kawiarni i zapłaciłem. Gdy wyszłem na zewnątrz zapadał zmierzch. Skierowałem się w stronę samochodu i wtedy własnie czwórka mężczyzn stanęła mi przed oczyma.
-Nasz Alek.-powiedział jeden łapiąc mnie za szyje.
-Puść mnie!- wrzasnąłem i starałem się wyrwać z jego ucisku i własnie wtedy poczułem siłę której do tej pory nie czułem.- i skąd znasz moje imię ?!- wrzasnąłem.
-Nie pamiętasz mnie. Oj nie ładnie.-zakpił sobie.- to ja Patric twój kolega ze szkoły.
-Nie jesteś moim przyjacielem.-powiedziałem krótko.-czego ode mnie chcesz? śpiesze się.
-Chcę wyrównać stare porachunki.-powiedział krótko po czym jego koledzy wbili mi coś ostrego w plecy.
Wtedy własnie odwróciłem się szybko i skręciłem kark jednemu z nich. Drugi zaś rzucił się w moją stronę i myślał, że ma jakiekolwiek szanse. Skopałem go i wyrzuciłem dwa merty dalej. Patric rzucił się w moją stronę i dostał najbardziej. Aż się zająkną z bulu który odczuł. Wziąłem to narzędzie które wbili mi w plecy i przebiłem serce Patricowi. Jeden jeszcze żyjący zaczął uciekać lecz od razu pobiegłem do niego i kopnąłem go tak, że chyba zobaczył chmury.
-Teraz właśnie zaczynam żyć!- krzyknąłem.
Wsiadłem do samochodu i odjechałem. W pobliżu znajdowała się knajpka w której zawsze były imprezy. Weszłem do niej. Było tam strasznie głośno i nie mozna było przecisnąć się pomiędzy ludzi. Podeszłem do baru i zamówiłem od razu wódkę. Była słaba więc zamówiłem jeszcze. Obok mnie siedziała napita dziewczyna. Przysunęła się do mnie i powiedziała:
-Agnes jestem.- powiedziała podając mi rękę.
-Alek.- powiedziałem krótko.
-Nie powiesz, że miło ci mnie poznać?-zaproponowała.
-To nie w moim stylu.-powiedziałem krótko.
-Czyli zły chłopczyk.-zaczęła ze mną flirtować.
-Coś w tym stylu.-ciągle udawałem obojętnego.
-Lubię takich.-powiedziała po czym dotknęła palcem mojego nosa.
-Nie jestem zainteresowany.-powiedziałem krótko.
-Jak uważasz, twoja sprawa.-skomentowała krótko.
Uznałem, że ten klub nie jest dla mnie i wyszłem. Przed samymi drzwiami ujarzałem.. właścicielkę pięknej apaszki..
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze.."

.."Jej oczy były takie same jak ostatnio. Były cudowne. Widziałem w niej moją Bellę... "

Nawet pachniała podobnie. Kusił mnie zapach jej krwi. Pachniał tak inaczej. Tak swojsko. Wtedy właśnie przed oczami stanęła mi Bella. Gdy mrugnąłem kilka razy zaraz znikła a pojawiła się jej podobizna- Betty.
-Przypominasz mi kogoś.. kogoś bardzo bliskiego.- wymamrotałem wpatrując się w ścianę.
-Gdzie ten ktoś jest?-zapytała.
-Gdzieś daleko.-powiedziałem krótko.
-Aleksandrze.. podaj mi prawdziwy powód naszego spotkania.- powiedziała.
-Chciałem cię poznać. Jeden z powodów dla których chciałem się z tobą spotkać jest taki, że przypominasz mi moją zmarłą dziewczynę.- powiedziałem krótko i otarłem oko, bo łzy pojawiły się z nikąd.
-Co się z nią stało?-zapytała- oczywiście jak nie chcesz o tym mówić to ok.
-Nie. Mogę mówić. Od jej śmierci miną rok. -zacząłem.- Nazywała się Bella. Miała tyle lat co ja i wprost kochała życie. Nie umiem opisać uczucia jakim ją darzyłem i wciąż darzę. Powiem tylko tyle, że kocham ją po chwilę dzisiejszą i nigdy do końca nie pogodziłem się z jej stratą.
-Przykro mi. Jaka ona była?-zapytała.
-Była bardzo wesoła. Tryskała entuzjazmem. Była przeciwieństwem mnie.-powiedziałem.
-No dobrze. Ty wydajesz się takim twardzielem a w środku płaczesz jak niewinne dziecko. nie wiem jak ci sie to udaje.-powiedziała.
-Najgorzej było przez pierwsze 3 miesiące od jej śmierci. Wciąż byłem pewnien, że zaraz do mnie przyjdzie i mnie przytuli. Ale nigdy się tak nie działo.. Potem zacząłem pić, palić i ćpać. Dwa razy wylądowałem na odwyku i byłem pewny, że moje życie nie ma już żadnego sensu.- powiedziałem.
-Wow! Ciężką masz przeszłość.-powiedziała.
-Wiem. To może teraz ty opowiesz mi coś o sobie?-zapytałem.
-No dobrze. Moja przeszłość też nie jest tka różowa ponieważ w dzieciństwie wychowywałam się w domu dziecka. Podobno mając zaledwie 5 lat pojechałam z rodzicami w góry i właśnie tam prawie nie umarłam. Tą historie opowiadała mi pani z domu dziecka. Gdy z rodzicami mieliśmy wracać do domu nasz samochód wybuchł. Ktoś podłożył nam takie środki żeby samochód się spalił. Pomimo wielu obrażeń przeżyłam. Lekarze mówili, że to cud. Gdy już powoli zaczynałam na nowo żyć w normalnej rodzinie umarł mi chłopak. Został napadnięty w lesie i do dzisiaj nie znaleziono sprawcy. Niedawno spalił się dom w którym mieszkała moja rodzina zastepcza i zostałam całkiem sama.-powiedziała Betty.
-To straszne- wyjąkłem.
-Muszę się już zbierać..-powiedziała Bety.
-Co ?! Tak szybko? - byłem zaskoczony.
-Tak. Przepraszam. Spotkamy się jeszcze?-zapytała ubierając kurtkę.
Tylko potaknąłem głową i Betty wyszła.
-Betty! zaczekaj! Muszę ci coś powiedzieć...

__________________________________________________
Tak wyobrażam sobie Betty.
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze.."


.."-A to ty! Oczywiście,że cie pamiętam. Czy coś się stało?-zapytała.
-Nie nic sie nie stało... Tylko... "

Nagle odebrało mi mowę. Nawet nie wiem dlaczego. Naszą cisze przerwała Betty.
-Tylko co?-zapytała.
-Chciałbym się z tobą spotkać.- powiedziałem i az mi ulżyło , bo miałem to z głowy.
-Po co?-zapytała a mnie zamurowało.
-Po prostu chciałbym cie bliżej poznać.- powiedziałem.
-I ja niby miałabym spotykać się z osoba która jak sądzę chciała mnie zabić ?! - wykrzyknęła.
-Ja nie chciałem cię zabić! - wykrzyknąłem- Po protu byłem wtedy.. chory.
-Rozumiem. Gdzie chciałbyś się spotkać i kiedy?-zapytała w końcu.
-Może być za godzinę? W małej kawiarence w centum. Nazywa się "Kiss me.." Masz czas?- zapytałem.
-Mam-odparła.- tylko ta nazwa mnie przeraża-zaśmiała się.
-Oj tam.-prychnąłem śmiechem.
-Do zobaczenia!- powiedziała.
-Do zobaczenia!- powtórzyłem.
Rozłączyła się. Do salonu nagle weszła Alice.
-No i jak tam?-zapytała a ja wyczułem, że jest bardzo ciekawa.
-Dobrze.-odpowiedziałem szybko.
-Dobrze ?! Powiedz coś więcej.- zachęciła mnie.
Nagle do pomieszczenia weszła Mary.
-Słyszałam ,że wybierasz się na randkę z Betty.- zaśmiała się.
-Dziękuje ci siostrzyczko.-prychnąłem.
-Nie ma za co.- powiedziała wciąż zaciekawiona.
-Za pół godziny jadę do miasta. Na spotkanie z Betty. Pożyczycie mi samochód?-zapytałem.
-Nigdy w życiu! Nigdzie nie jedziesz! Oszalałeś ?! Jesteś początkującym wampirem! Możesz ją zabić.- powiedziała Mary.
-Nie zabije jej.-powiedziałem z obojętnością.
-Nie pojedziesz tam! To jest zbyt ryzykowne.- upierała się Mary.
-Pojadę! Chodzby nie wiem co! - krzyknąłem.
-dlaczego ci tak na niej zależy? Zapomniałeś juz o Belli. -powiedziała Alice a ja stanąłem jak wryty.
-Nigdy nie zapomnę o Belli! Po prostu Betty przypomina mi Bellę.- powiedziałem.
-Przepraszam. Nie potrzebnie się uniosłam. I przepraszam także, że wspomniałam o Belli.-powiedziała Mary.
-Rozumiem. Masz prawo być wkurzona.- powiedziałem.- A więc mogę jechać?
-Możesz. Tylko naprawdę staraj się nie zabic kogoś po drodze.- powiedziała.
-Mam jeszcze pytanie. Przecież ja poluje na zwierzęta to może krew ludzka nie będzie mnie pociągała?-zapytałem.
-Będzie. Uwierz mi ,że będzie.- powiedziała Mary.
-Aha. Pa.- powiedziałem wychodząć.
-Powodzenia!-krzyknęła za mną Alice.
Wsiadłem do samochodu i wtedy własnie zorientowałem się, że moge nie zdążyć na czas. Ubrany byłam w zwykłą koszulkę i jeansy.

Droga nie była długa. Po drodze wstąpiłem po kwiaty. W kawiarni była już Betty. Usiedliśmy przy stoliku w bocznym rogu sali. Nie mówiliśmy nic. Betty zamówiła truskawki, a ja to samo. Jej oczy były takie same jak ostatnio. Były cudowne. Widziałem w niej moją Bellę...


robię sobie 2 dni przerwy nowy rozdział dodam dopiero w czwartek
 

 
Dostałam nominacje od : http://myworlddream.pinger.pl/

1. Jaki jest twój ulubiony zespół muzyczny?
-Hmm oczywiście One Direction!

2. Ulubiony film/serial?
Film:
-Dary Anioła: Miasto kości.
-Igrzyska śmierci.
-Zmierzch.
-LOL.
To tylko takie najważniejsze.
Seriale:
-Pamiętniki wampirów.
-The Originals.

3. Jaki jest twój ulubiony kraj?
-Oczywiście, że Polska <33 xDD

4. Ulubione zwierzę?
-Pies, koń <33

5. Jakie jest twoje hobby?
-Nie wiem. Mam sto myśli na godzinę.

6. Wolisz adidasy czy trampki?
-Hmm Adidasy. Ale trampki są wygodniejsze.

7. Ulubiony kolor?
-Czarny i czerwony.

8. Jaka jest twoja ulubiona pora roku?
-Tu moge odpowiedzieć, że lato i zima.

9. Ulubiony aktor?
-Oczywiście, że Ian Somerhalder! <3 Ale i Paul Wesley.

10. Gdzie mieszkasz miasto czy wieś?
-Wieś. xDD

11. Kolor pokoju?
Trudno stwierdzić. Ponieważ plakaty zakrywają całe ściany


Nominuję blogi:
http://xxelobiczysxx.pinger.pl/
http://ineedyouback.pinger.pl/
http://blaackrainbow.pinger.pl/
http://maskarka.pinger.pl/
http://wrednaa17.pinger.pl/


Oto pytania:
1. Dlaczego zdecydowałaś\łeś się na prowadzenia bloga?
2. Co fajnego jest w pingerze?
3. Ulubiona piosenka?
4. Masz rodzeństwo?
5. Kim chcesz zostać w przyszłości?
6. Wolisz oglądać filmy czy czytać książki?
7. Twój styl ubioru jest raczej spokojny czy wręcz przeciwnie?
8. Jesteś koleżeńska\koleżeński czy nie?
9. Od kiedy prowadzisz bloga?
10. Kolor oczu?
11. Najważniejsze zainteresowania?
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze.."

.."-Kocham życie.- powiedziałem upadając lekko na kanapę.
-Ja też braciszku.. ja też.- powiedziała Alice. "

-Jestem już wampirem?-zapytałem.
-Tak.- powiedziała Alice.
-Czyli mogę zacząć znów żyć jak przedtem.- powiedziałem.
-Znaczy jak?-zapytał zdziwiona Alice.
-Znaczy papierosy...- powiedziałem i nagle przerwałem- znaczy nie ważne.
-Nie ważne- powtórzyła Alice.- czy chciałbyś wiedzieć coś jeszcze o światach wampirów?- zapytała popijając cherbatę.
-Gdzie jest Mary?-zapytałem.- Czy jest taka rzecz na świecie od której wampiry umierają?-zapytałem.
-Mary musiała pojechać do miasta. Nie wiem. Wampira można zabić wbijając mu kołek w serce. Natomiast aby go odużyć lub spowolnić to nalezy użyć werbeny.-powiedziała.
-Dobrze.Mam pytanie. Czy masz może jakieś namiary na tę dziewczynę Betty?-zapytałem.
-Mam. Nazywa się Betty Price. Ma zaledwie 18 lat i niedawno starciła w wypadku rodziców i jedyna siostrę. Gdy oni umarli nie miała jeszcze 18 lat i ostatnie 3 miesiące spędziła domu dziecka. Buntowała się, piła, ćpała i ostatnio chciała popełnić samobójstwo.- powiedziała Alice.
-To starszne. Skąd to wszystko wiesz?- zapytałem i byłem przerażony całą tą historią.
-Powiedziała mi niedawno.- odpowiedz padła szybko.
-Gdzie ona teraz jest?-zapytałem.
-Mieszka w małym domu gdzieś w środku Anglii. Dlaczego tak bardzo chcesz to wiedzieć?-zapytała.
-Tak po prostu. Chciałbym się z nią spotkac o ile wogólę to możliwe.- powiedziałem.
-Możliwe. Jeżeli mnie ładnie poprosisz to może dam ci do niej numer.- powiedziała Alice.
-Masz jej numer?! Super!- krzyknąłem.- Siostrzyczko tak bardzo cie kocham..-zacząłem a Alice mi przerwała.
-Daruj sobie, lizusie! Masz ten numer.- powiedziała po czym podała mi swój telefon i ciągle nie przestawała się śmiać.
-Dziękuję, jesteś kochana a więc możesz już iść.- zaśmiałem się.
-Powodzenia.- powiedziała ciągle śmiejąc się.
-Spadaj.-powiedziałem po czym nacisnąłem zielona słuchawkę.
Tylko co ja mam jej powiedzieć?! Może jeszcze nie jest za pózno. może powinienem był się rozłączyć. Odebrała.
-Alice.-zapytała zdziwiona.
-Nie. Alexander przy telefonie. Jej brat. Pamiętasz jak rozmawialiśmy?-zapytałem.
-A to ty! Oczywiście,że cie pamiętam. Czy coś się stało?-zapytała.
-Nie nic sie nie stało... Tylko...

 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze.."

.."Przez kolejne 2 godziny Alice wpuszczała mi krew. O dziwo czułem się w miarę dobrze. Gdy przyszła Anna od razu podjęła ostateczną decyzję.."

-Jeżeli ciało Alexandra nie przyjmuje krwi ludzkiej to możemy spróbować z zwierzęcą. Jeżeli to sie uda to będziesz mógł normalnie życ i sprawnie funkcjonować jako wampir.- powiedziała Anna na wejściu nawet nie witając się.
-Rozumiem. Jeżeli tak to możemy spróbować. Czyli co idziemy do lasu i mam rzucić się na jakołś sarnę?!- prychnąłem.
-Nie. Pewnie ,że nie chodz w ten sposób było by nam łatwiej -zasmiała się po czym dodała..- Wzięłam ze sobą kilka woreczków z taka krwią ponieważ brałam taka opcje.
-Ohyda! - krzyknąłem.
-Wiem , braciszku. Wyobraz sobie,że pijesz sok.- powiedziała Alice.
-Dlaczego to właśnie ja?! Dlaczego ty możesz pić krew ludzką a ja musze pic krew jakiś szerściuchów ?!- wykrzyknąłem.
-Alku.. uspokuj się to po pierwsze. Twój gniew do niczego nie prowadzi wręcz przeciwnie możesz się nim tylko osłabić.- powiedziała mądrze Anna.
-Niech pani da mi tę krew.- powiedziałem tylko i aż poczułem,że wymioty podchodzą mi pod gardło.
-Alku.. Mów do mnie po imieniu. Anna jestem.- powiedziała uśmiechnięta.
-Alek.- powiedziałem krótko bez żadnych uczuć.
-Proszę- powiedziała po czym dała mi do ręki krew.
Wyglądała tak samo jak krew ludzka. Zatkałem nos po czym wbiłem swoje ostre kły w woreczek. Smakowała inaczej niż tamte. Jej smak przyciągał. nie mogłem oderwać się od niej. Gdy już wypiłem cały woreczek poszłem pod torbę Anny i zabrałem jej kolejne dwa woreczki. Piłem i piłem i tym razem nie było żadnych skutków ubocznych...
-Może wystarczy?-zapytała Alice.
-Tak. Stanowczo. To jest przepyszne. To nie jest możliwe,że to jest krew zwierząt.- powiedziałem zachwycony.
-Braciszku będziesz żył!- krzyknęła Alice po czym podbiegła do mnie i pocałowała mnie w policzek.
-Dla Belli..- powiedziałem cicho.
-Dla Belli.- powtórzyła Alice.
-Moja rola chyba się tu kończy..-zaczęła Anna.- pamiętajcie, że zawsze możecie poprosić mnie o pomoc. Zawsze wam pomogę.- powiedziała po czym wyszła.
-Anna! - wykrzyknąłem.- Dziękuję!- powiedziałem.
Anna usmiechnęła się po czym znikła za rogiem domu.
-Kocham życie.- powiedziałem upadając lekko na kanapę.
-Ja też braciszku.. ja też.- powiedziała Alice.


 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze.."

.."Znów zacząłem wymiotować krwią i już byłem pewny co to dla mnie znaczy... "

-Co się ze mną dzieje?!-krzyczałem leżąc na podłodze.
-Nie wiem. Wytrzymaj jeszcze chwilę. Zaraz zadzwonimy do znanej czarownicy Anny i ona spróbuje nam pomóc.- powiedziała Mary wyciągając telefon.
-proszę przyniosłam ci kawę. Może poczujesz się lepiej.- powiedziała wchodząc i podając mi kubek Alice.
-Dzięki.- powiedziałem oschło.-Alice jak myślisz czy ja umrę?- zapytałem.
-Przeżyjesz, mój wariacie! Nawet tak nie mów! - wykrzyknęła Alice i przytuliła mnie mocno a ja odwzajemniłem to.
-Przepraszam za wszystko.- powiedziałem cicho.
-Wybaczone. Braciszku kocham cię.- powiedziała Alice.
-Dzwoniłam do Anny. Była właśnie w pobliżu Londynu więc za jakieś 2 godziny powinna już tu być. Powiedziała ,że jeżeli chcemy żeby Alexander przeżył to musimy utrzymać Alka w takim stanie jakim jest teraz, co kolwiek to oznacza.- powiedziała Mary.
-Dożyje dwóch godzin?- zapytałem.
-Muszę być z tobą szczera. Zbliża się wieczór a ty się nie pożywiłeś są marne szanse żebyś przeżył. Ale jest jeszcze jedno wyjście. Aby utrzymać cię przy życiu możemy wstrzykiwać ci krew dożylnie. Nie będzie to dla ciebie przyjemne ponieważ trzeba wpuścić dużo tej krwi. Tylko ,że to nie będzie wpuszczanie krwi przez wejflon. Za każdym razem w inne miejsce. Ponieważ jeżeli zgromadzi się duzo tej krwi w twoim organizmie to wtedy znów zaczniesz nią wymiotować.- powiedziała Mary.
-Jeżeli to ma podziałać to możemy zaryzykować.- powiedziałem trochę zdezorientowany.
Oczywiście liczysz się z konsekwencjami? Raczej teraz nie umrzesz, bo jeżeli będziemy wstrzykiwać Ci tę krew to twoje pragnienie się zmiejszy. Ale nic nie obiecuje.- powiedziała.
-Rozumiem. możemy zacząć. Masz krew?-zapytałem.
-Mam.-odpowiedziała krótko Mary.
Alice za chwilę przyniosła torbę pełną woreczków z krwią i zaczęła je rozpakowywać.
-Fu.- powiedziałem cicho.
-Słyszałam!- krzyknęła Mary po czym zaśmiała się.
Alice podeszła do mnie i bez zastanowienia wbiła mi igłę w rękę.
-AU!- krzyknąłem.
-Przepraszam , braciszku.- powiedziała śmiejąc się.
-Teraz to dopiero możesz się na mnie wyżyć.- zaśmiałem się.
Przez kolejne 2 godziny Alice wpuszczała mi krew. O dziwo czułem się w miarę dobrze. Gdy przyszła Anna od razu podjęła ostateczną decyzję...
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze.."

.."-Mary!!!!- krzyczała Alice lecz ja słyszałem to i widziałem jak przed mgłę."

Nie wiedziałem co się dzieje. Świat znikał. Właśnie w tamtej chwili uświadomiłem sobie, że mogę zginąć i już nigdy nie zobaczyć Belli albo chociaż tej Betty. Zastanawiałem się tylko dlaczego to własnie ja. Dlaczego to nikt inny?. Nie wiedziałem. Chyba nikt tego nie wiedział. Chyba zemdlałem ,bo poczułem trzask. Teraz własnie w tej chwili to chyba spałem.
Śniła mi się Bella. Zresztą ona śniła mi się dosyć często. Nigdy nic nie mówiła. Tylko czasem patrzyła na mnie wzrokiem mordercy. Zawsze się z tego śmiałem. W tym śnie wyglądała trochę inaczej. Ubrana była dokładnie tak jak w dzień wypadku i właśnie to mnie zaciekawiło. Jej oczy wciąż były błękitne i wciąż w nich widziałem swoje odbicie. Bella stała i tylko patrzyła się na mnie. Gdy zacząłem chyba wracać do świadomości Bella wykrzyknęła "Betty!" Nie usłyszałem nic więcej.
Chyba się obudziłem. Zacząłem się straszliwie dusić i chciało mi się wymiotować.
-Bella!- wykrzyknąłem i zorientowałem się ,ze w pokoju jest tylko Alice.
-Aluś.. jak się czujesz?-zapytała od razu i podbiegła do mnie.
-Ddobrze..-wymamrotałem.- Gdzie Mary?- zapytałem cicho.
-Mary.. zaraz przyjdzie.-powiedziała po czym dodała..- Musiała pójść po więcej krwi.
-Po co jej krew?-zapytałem ciągle słaby.
-Dla ciebie.- odpowiedz brzmiała krótko.
-Jak to dla mnie? Po co?-wypytywałem.
-Ponieważ nie masz w sobie krwi tej dziewczyny którą się pożywiłeś.- powiedziała.
-Ale jak to?-zapytałem zdziwiony i ciągle słaby.
-Nie wiem. Jak wróci Mary wszystko ci wyjaśni.- powiedziała.
-Dobrze.- powiedziałem.
Za chwilę wróciła Mary z krwią.
-Aleksandrze.. to dobrze ,że się obudziłeś. Musisz teraz wypić tę krew. To krew ludzka lecz ze szpitala. To jest nasza ostatnia szansa.- powiedziała Mary gdy tylko weszła.
-Dobrze, rozumiem. - powiedziałem krótko.- podaj mi ją.
-Proszę.- powiedziała Mary podając mi woreczek z krwią.
Zanim jednak wbiłem w nią swoje kły zrobiłem mały otwór i powąchałem ją.
-To jest ohydne! Ona śmierdzi!- krzyknąłem.
-Musisz to wypić..- powiedziała Mary.
-Wypij to... jak nie dla mnie to dla Belli.- powiedziała nagle Alice.
-Spróbuje.- powiedziałem.
Powoli wbiłem swoje ostre kły w woreczek i zaczynałem pić krew. Nie smakowała tak samo jak ludzka lecz dało się wytrzymać. Gdy skończyłem chciałem powiedzieć Alice,że to dla niej to zrobiłem lecz znów zaczęło odejmować mi nogi. Znów zacząłem wymiotować krwią i już byłem pewny co to dla mnie znaczy...
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze.."

.."-Istnieje jeszcze opcja zapolowania na sąsiadów. Wiem, że brzmi to trochę dziwnie ale jeżeli uda ci się nie zabić żadnego to może być.- powiedziała.
-To straszne.- skomentowałem krótko.- Ale zgadzam się.. "

Mary zaprosiła mnie gestem na dwór. Wyszlismy i skierowaliśmy się w strone małego domku. Mało było w nim okien, nie pasował do reszty domów. Zapukaliśmy do drzwi po czym otworzyła je kobieta po 30. Chciałem mieć to juz za sobą więc bez wachania ugryzłem ją w szyje. Jej krew był przepyszna. Nie brzydziłem się na myśl ,że własnie pije ludzką krew. Kobieta zniruchomiała a ja mogłem spokojnie oderwac swoje piękne i długie kły od jej szyji.
-Zrobiłem to!- powiedziałem z entuzjazmem chodz on nie pasował do tej sytacji.
-Zrobiłes to.-potwierdziła Mary stojąca w drzwiach.- Lecz zabiłeś tę kobietę. To było silniejsze od ciebie więc nie zadręczaj się tym.
-Zabiłem ją?!- wykrzyknąłem po czym popatrzyłem się na swoje ręce. Były całe w krwi. Ta krew była straszna. Przestraszyłem się.
-Niestety. Następnym razem uda ci się.- powiedziała Mary.
-Nie będzie nastepnego razu!- wykrzyknąłem i wyszedłem z tego domu.
-Alek.. zaczekaj na mnie. Zrozum .. tylko nieliczni dają sobie rade w takiej sytacji.- powiedziała.
-Ale ja ja zabiłem.- powiedzałem.
Weszlismy do domu gdzie czekała na nas Alice.
-Cześć. Czy cos się stało?-zapytała zdziwiona.
-Zabiłem ją.-powiedziałem tylko.
-Jak to? nie dało się zapobiec temu?- zapytała Alice Mary.
-Niestety. Ja nie mogłam rzucić się na niego i błagac żeby zostawił ją, bo wiesz ,ze początkujace wampiry w czasie przemiany są nieobliczalne.
-Rozumiem. Mary ?- zapytała Alice.
-Tak? - odpowiedziała z zaciekawieniem Mary.
-Czy mogłabys zostawić mnie samą z Alkiem?- zapytała.
-Pewnie.- powiedziała po czym wyszła.
Czego chcesz?-burknąłem.
-Alek.. posłuchaj. Nie mogłam postąpić inaczej..- zaczęła mówić Alice ale ja natychmiast jej przerwałem.
-Ja wszystko wiem. Daruj sobie.-burkąłem.
-Ale Alek..- zaczeła znów Alice.
Wtedy własnie poczułem się strasznie słabo. Chciało mi się wymiotować. Widziałem podwójnie i nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Nagle wstałem i chciałem otworzyc buzię by odpowiedzieć Alice lecz nie mogłem.. Z moich ust zaczeła wylewać się straszna krew. Upadłem z hukiem na podłogę..
-Mary!!!!- krzyczała Alice lecz ja słyszałem to i widziałem jak przed mgłę.
  • awatar 3 metros sobre el cielo: robi się coraz ciekawiej :p
  • awatar Gość: Ten "sezon" podoba mi się najbardziej. Ciekawy jest punkt widzenia przez Alexandra :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze.."

.."Jej twarz do złudzenia przypominała.."

Twarz Belli! Te niebieskie oczy w których można było się przejrzeć. Widziałem strach tej dziewczyny i ból który czuła. Patrzyłem jej się w oczy i czułem jak się trzęsie. Była przerażona. Bała się mnie. nie mogłem jej zabić. Nie mogłem jej ugryść. Tak bardzo przypominała mi Bellę Wymamrotałem tylko..
-Jak masz na imie?-zapytałem przerażony ale wciąż patrząc jej w oczy.
-Betty..- wymamrotała prawie bez głosu.
-dlaczego chciałaś się zabić?- wciąż byłem ciekaw.
-A ty nie chcesz mnie zabić?- zapytała ocierając oczy.
-Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.- powiedziałem wrogo.
-Nie mam dla kogo żyć. Mój chłopak umarł.- powiedziała znów płacząc. Wtedy własnie zdałem sobie sprawę ,że nie dość, że jest podobna do Belli to jeszcze spotkała ja podobna sytuacja jaka spotkała mnie.
-Rozumiem cie. Możesz odejść. Nie bój się mnie, nic ci nie zrobię.- powiedziałem po czym puściłem ją.
-Co ty robisz? To własnie na niej miałeś się pożywić.- powiedziała nagle Mary.
-Ale nie pożywie. Za bardzo przypomina mi Belle.- powiedziałem z pełna stanowczością w głosie.
-Masz mało czasu. Jakieś 2 lub 3 godziny. Zdecydowałes się żyć tylko po to by teraz odpuścić?- zapytała trochę zdezorientowana.
-Nie odpuszczę. Ale zrozum nie mogę zrobic jej krzywdy. Batty jest teraz w takiej sytuacji w jakiej ja byłem kiedyś gdy zginęła Bella.- powiedziałem i nie chciałem dalej ciągnąć tej rozmowy.
-A więc super!- prychnęła Alice z wrogością w głosie.
-Czy ktoś pytał się ciebie o zdanie? Nie. Więc siedz cicho lub idz gdzieś sobie.- powiedziałem.
-Nie pozwalaj sobie. Jestem twoja siostrą i powinnam wiedzieć co się z tobą dzieje.- powiedziała Alice.
-Przestańcie się kłócić!- krzyknęła nagle Mary.- Mamy teraz ważniejsze sprawy na głowie niż wasze kłótnie.
Odpowiedzi nie było.
-A więc co zrobimy?- zapytała Alice.
-Nie wiem. Najbliższe miasto w którym znajdują się ludzie jest jakieś 30 kilometrów z tąd. nie wiem co zrobimy. no chyba ,że...- zaczeła mówić Mary ale nagle przerwała.
-Ale co?-zapytałem.
-Istnieje jeszcze opcja zapolowania na sąsiadów. Wiem, że brzmi to trochę dziwnie ale jeżeli uda ci się nie zabić żadnego to może być.- powiedziała.
-To straszne.- skomentowałem krótko.- Ale zgadzam się..
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze.."

.."Siedziałem na krześle gapiąc się w podłogę. Nagle postanowiłem podjąć ostateczną decyzję.."

Postanowiłem żyć! Będzie to dla mnie trudne ale może się uda. Chcę żyć dla Belli. Pewnie byłaby dumna z mojej postawy ale i ze mnie. Tęskniłem za nią i to bardzo i mam nadzieje ,że ona za mną też. Bella był przeciwieństwem mnie. Kochała życie. Cieszyła się z drobnych rzeczy i była po uszy zakochana we mnie. Żadko się kłóciliśmy ponieważ ona zawsze miała racje i stawiała na swoim. Wszyscy ja lubili, bo była takim moim wesołkiem. Po jej śmierci nawet cukier nie był słodki. Przez pierwsze 3 miesiące jedwo co żyłem. Ludzie mówili, że z tęsknoty mogę umrzeć.
-Przemyślałes to? Mamy mało czasu.- zapytała i jednocześnie oznajmiła Mary.
-Tak. Zgadzam się. Chcę żyć.- powiedziałem obojętnym tonem ale w duszy tryskałem entuzjazmem.
-Dobrze. Jak już wspomniałam wcześniej, musisz się pożywić. Najważniejsze jest to abyś nie stracił kontroli nad sobą.- powiedziała.
-Wiesz Mary..- zacząłem.- Jesteś jak moja starsza siostra.- powiedziałem.
-Miło mi. Ale pamiętaj ,że masz jeszcze Alice.- powiedziała.
-Alice nie jest już moją siostrą.- powiedziałem z pełną stanowczością w głosie.
-Nie mów tak. Ona zawsze będzie twoją siostra. - powiedziała Mary po czym ściągnęła sweterek.
-To dlaczego nie powiedziała mi o waszym świecie?- zapytałem.
-Alku.. zrozum, Alice chciała cię chronić. Jeżeli by ci powiedziała to nie wiadomo co by mogło się stać. Nie miej jej tego za złe. Zastanów się.- powiedziała to po czym wypiła trochę kawy z kubka.
-No dobrze, powiedzmy ,że rozumiem. Ale to nie zmienia faktu ,że mnie okłamała i oszukała. Kłamała na każdym kroku gdy pytałem się co robiła u ciebie lub dlaczego tak ciągle jezdzi do szpitala.- powiedziałem ze stanowczością w głosie.
-Musiała to robić. Gdyby powiedziała ci całą prawdę to albo uznałbyś ją za wariatkę albo.. nie ważne.- powiedziała Mary i nagle przerwała.
-Albo co?-zapytałem.
-Jeżeli chcesz wiedzieć to ci powiem.. Jeżeli ty dowiedziałbyś się o naszym świecie to przypuszczam, że musiałabym cię zabić. Istnieje coś takiego jak hipnoza ale to było by jeszcze gorsze ponieważ jesteśmy rodziną.- powiedziała.
-Nadal nic nie rozumiem ale wytłumaczysz mi to kiedy indziej.- powiedziałem.
-Dobrze. A więc w salonie jest pewna osoba. To jej krwi sprubujesz. Czy jestes gotowy?- zapytała.
-Jestem. Tylko mam pytanie. Kim jest ta osoba? - zapytałem.
-Ta dziewczyna chciała popełnić samobójstwo w lesie. Alice ja znalazła i przyprowadził tu. To będzie swietna próba dla ciebie. Pamiętaj tylko....-zaczęła mówić ale ja jej wścibsko przerwałem.
-Tak tak.. mam trzymać nad soba kontrolę.- powiedziałem.
-Chodz za mną.- powiedziała po czym otworzyła drzwi.
Droga nie była długa. Ten dom był piękny, korytarze były jasne z dodatkami drewna. W końcu doszlismy do salonu. Na kanapie siedziała Alice z pewną dziewczyną. Poczułem nagle przypływ strasznej energi. Nie zważając na nim podbiegłem do tej dziewczyny i złapałem ją za rękę. Wtedy własnie stanąłem jak wryty. Jej twarz do złudzenia przypominała...

 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze.."

"..Zawsze będzie dla mnie ważna. Nic i nikt tego nie zmieni.."

Moje życie powoli chyba wracało do świata ludzi. Powoli zaczełem otwierać oczy. Światło paliło mnie ale nie byłem w stanie sie ruszyć. Ktoś chyba podszedł do mnie.
-Alek!- krzykną jakiś cichy głos po czym podbiegł i przytulił się do mnie.
-Kim jesteś?-wybełkotałem.
-Alice. Twoja siostra. Jak się czujesz ?- zapytała.
-Już lepiej. Pomożesz mi wstać?- zapytałem powoli podnosząc głowę.
-Jasne.- powiedziała Alice.
Moja siostra wzięła mnie pod ramię i skierowalismy się w strone krzesła. Do pokoju weszła jak sadze Mary.
-O! Aluś! Obudziłeś się już.- powiedziała po czym dotknęła mojej głowy.
-Tak. Nie nazywaj mnie Aluś!-krzyknąłem.
-A więc jak sie czujesz?- zapytała a ja zignorowałem to pytanie.
-Co sie stało?- zapytałem od razu.
-Nie wiem. Musisz mnie teraz posłuchać. Wiem ,że może wydać ci sie to dziwne ale to niestety prawda. Nie jesteś już człowiekiem. Jesteś w trakcie przemiany w wampira. Twoje obrażenia były niestety zbyt ciężkie i musiałyśmy z Alice podjąć to wyzwanie. Świat skrywa wiele tajemnic, o których do tej pory nie miałeś pojęcia. Ja osobiście jestem wampirem i mam 476 lat. Twoja siostra jest jedyna w swoim rodzaju.. Jest wampirem, aniołem i wiedzmą. To wszystko jest skomplikowane, i może wydawać ci sie bujdą ale niestety to prawda. Aby zmienić się w wampira musisz zostać zabity z jego krwią w organizmie. Potem musisz sie porzywić i stajesz się wampirem. Dla niektórych jest to bardzo skomplikowane ale myśle ,że sobie poradzisz..- powiedziała to a mnie zamurowało , po czym dodała jeszcze..- I jeżeli czujesz się teraz bardzo spragniony to normlane. Tylko teraz musisz podjąć wyzwanie.
-Czy wy.. czy wy zabijacie ludzi?- zapytałem zszokowany.
-Jeżeli jest taka potrzeba to tak. Wolimy krew z woreczków. Nie jest ona taka smaczna jak krew z żyły ale lepsze to niż cierpienie niewinnych ludzi..- wtrąciła się nagle Alice.
-I ty to wszystko widziałaś! I nic mi nie powiedziałaś! Ani słowa. Nienawidze cie!- wykrzyknąłem.- wyjdz!
-Alice.. Daj mu trochę czasu. Zostaw nas samych.- powiedziała Mary.
-Aleksandrze.. wysłuchaj mnie. Masz mało czasu. Jeżeli się nie pożywisz to umrzesz.- powiedziała Mary.
-Ja chce umrzeć!- wykrzyknąłem.
-Co ty mówisz! Juz nigdy nie będziesz taki jak przedtem ale masz szanse żyć. Nie zmarnuj tego. -powiedziała po czym dodała..- Wiem o twojej dziewczynie..
-No i co ,że wiesz?! To nawet i dobrze, że mam szanse umrzeć może ją zobacze.- powiedziałem coraz bardziej zły.
-Mylisz się, Alku. W pewnym sensie jesteś juz nad-ludzka istotą i nie trafisz do nieba. Takie istoty jak ty trafiają do innego świata.-powiedziała ze stanowczością w głosie.
-Do piekła?-zapytałem.
-Nie.- odpowiedz padła szybko.
-Nie wiem co mam robić..- powiedziałem.
-Twoje serce jest prawie martwe a więc nie możesz go usłyszeć, ale możesz słuchać swoich myśli i swojej duszy..- powiedziała Mary.
Nie odpowiedziałem jej. Siedziałem na krześle gapiąć się w podłogę. Nagle postanowiłem podjąć ostateczną decyzję..

 

 
Imie: Alexander.
Nazwisko: Green.
Pseudonim: Alek.
Lat: 19 lat.
Wzrost: 185 cm.
O nim: Wysoki chłopak,o zielonych oczach i czarnych włosach.
Charakter: Chłopak ze złamanym sercem i złym charakterem.
Status związku: Wolny. Po stracie dziewczyny- Belli załamał się.
Rodzina: Do rodziny można zaliczyć tylko Alice.

 

 
Opowiadanie.. Pt: "Świat skrywa wiele tajemnic nawet jeżeli myślisz ,że znasz go dobrze.."

Czułem, że wszystkie moje kości rozpadają się na kawałki. Czułek jak moja krew wydobywa się ze mnie. Na zewnątrz wydawałem się twardy i bezwzględny a w środku cierpiałem. Nie mogłem się dostać do swojego umysłu. Był zablokowany. Chciałem kazać mu się uspokoić i spróbować ocknąć się. To nie było możliwe. Pamiętałem tylko tyle,że przez moją głupotę wpakowałem się w mega kłopoty. Gdy wracałem do domu do samochodu złapali mnie jacyś faceci. Pobili mnie i wyrzucili tu.. gdzie się znajduje.. gdziekolwiek to jest.
Zaczynałem powoli czuć swoje nogi i ręce. Nie mogłem jeszcze otworzyć oczu ale wracałem do życia! Powoli, ale wracałem. Ból nasilał się, a ja czułem się strasznie spragniony i głodny. To uczucie było strasznie dziwne. Ciekawe gdzie się znajdowałem.. Czy byłem w bezpiecznym miejscu czy w jakimś lesie odciętym od świata. Nie wiem gdzie oni mnie wyrzucili.. Gdzieś na pewno. A co jeżeli ja już nie żyje? Może pobili mnie tak dotkliwie, że umarłem. no ale w niebie chyba powinienem czuć wszystko i mógłbym dotrzec do swojej głowy. A może jestem w piekle? Kto wie. Powiedzmy, że na razie trzymam się wersji ,że żyje. Może jednak mnie nie zabili i jestem gdzieś w jakimś oddalonym od świata miejscu. Ale przyznam ,że należało mi się. W życiu zrobiłem dużo złego i już nawet nie proszę o wybaczenie. To wszystko zaczęło się po śmierci mojej dziewczyny którą na prawdę kochałem. W dzień jej śmierci pojechaliśmy na zakupy , przechodząc przez jezdnie potrącił ją samochód a ja wyszedłem cało. Czuwałem w szpitalu nocami i dniami. Po dwóch tygodniach lekarze powiedzieli, że serce Belli stanęło i umarła. Nie myślałem trzeźwo i postanowiłem zakończyć także i swoje życie. Stanąłem na parapecie okna szpitalnego i już prawie bym skoczył gdyby nie tata Belli. Podbiegł do mnie i zaczął krzyczeć. Był dla mnie jak tata którego w dzieciństwie nie miałem. Otrząsnąłem się i poszedłem do domu. Do tej pory winie się za to, że Bella umarła. Była moją pierwszą i do tej pory ostatnia dziewczyną. Po jej śmierci zacząłem brać narkotyki i pić alkohol. Często płakałem w nocy, chodź trudno w to uwierzyć. Ukrywałem swoje uczucia i nikt nie mógł do mnie dotrzec. Zawsze będę kochał Belle! Jest moja wielka miłością. Nigdy jej nie zdradziłem i nie zamierzam. Ciągle pod poduszką mam jej koszulkę. Chodź od jej śmierci minął rok ciągle czuje jej zapach. Zawsze będzie dla mnie ważna. Nic i nikt tego nie zmieni...
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Żyjemy po to żeby kiedyś móc stracić wszystko.."

.."-Co sie stało? - zapytałysmy z Alice natychmiast.
-Ta dziewczyna która chodzi ze mną do szkoły nie żyje .."

-Jak to nie żyje? - zapytałam przerażona.
-Nie wiedzieliście?- zapytała zdziwiona.- Dzisiaj rano była tam karetka. Ponoć w nocy ktoś ja zaatakował i lezała wykrwawiona do rana. Tak przynajmniej wykazała sekcja.- powiedziała.
-Była sama w domu?- zapytałam.
-Tak, była sama.- powiedziała.
-Z tą rodziną jest cos nie tak..- powiedziała nagle Alice.
-Wiem- potwierdziła Camille.-Alice? -zapytała
-Tak?- zapytała Alice a ja wyczułam ,że nie przepada za nią.
-Masz juz wszystko do szkoły?- zapytała.
-Tak, juz dawno. Musze sie jeszcze wybrac po ubrania jakieś nowe. Może dzisiaj. -powiedziała.
-A czy mogłabym pojechać z tobą?- zapytała Camille.
-Ok. Świetnie, może ktoś w końcu będzie umiał mi doradzić.- powiedziała Alice.
-A ja nie moge ci doradzić?- zapytałam.
-Nie. nie masz mojego gustu. - powiedziała po czym zasmiała się.
-Oczywiście możesz z nami pojechać- powiedziała Alice.
-Dziękuję, tylko ,że ja musze z wami jechać. Nie macie jeszcze 18 lat i nie macie prawka.- powiedziałam po czym zaśmiałam się.
-To kiedy jedziemy?- zapytałam.
-Chodzby zaraz.- powiedziała Alice wstając z kanapy.
-świetnie. Tylko pobiegnę do domu po torebke. - powiedziała Camille po czym znikła za drzwiami.
-To szalona dziewczyna.- powiedziałam.




Droga do centrum byla troche dluga. Dojechalysmy i od razu sie rozdzielilysmy. Ja poszlam w strone obuwia a dziewczyny pobiegly na sklepy. Umówiliśmy się ,że za godzinę mają być spowrotem, bo miałam dzisiaj spotkać się z Chrisem. Napisał mi sms ,że chce się że mną spotkać. W sklepie kupiłam czarne szpilki, w następnym sklepie zakupiłam czarną sukienkę z dodatkami białego. Gdy minęła godzina dziewczyny wróciły z torbami.
-Ile wy tego kupilyscie?- zapytałam zdziwiona.
-Tyle ile trzeba.- odpadły obie.

Do domu wróciliśmy szybko ,bo zorientowałam się ,że nie mamy czasu ponieważ zaraz miał przyjechać Chris. Alice pokazywała mi cały czas ubrania które kupiła. Resztę wieczoru spędziłysmy na kanapie przed telewizorem. Ja bylam już ubrana i tylko czekałam na przyjazd Chrisa. Spuznial się. Ktoś nagle podjechał pod dom a ją wyszłam. To nie był Chris. Czarny duży samochod podjechał i wyrzucił kogoś z samochodu. Z daleka czułam swierza krew. Podbieglam tam szybko. Samochod odjechał. W kałuży krwi leżał ... Alekxander..


A więc skończyłam kolejna Ksiega. Lacznie napisalam juz 70 rozdzialow! Teraz glowna postacia bedzie Alexander.. Jego watek pojawil sie teraz poraz drugi. Bedzie on mial powarzne klopoty z istotami nad-ludzkimi. Tylko tyle moge zdradzic. Jutro wstawie nowy rozdzial. Pozdrawiam

 

 
Opowiadanie.. Pt: "Żyjemy po to żeby kiedyś móc stracić wszystko.."

.."W ciemności ujrzałam blask.. "

Nie było to zwykłe światło. Coś się zaświecało i zgaszało. To było dziwne. Podbiegłam od razu do okna. W domu państwa Thomsonów ujrzałam małe światło. Z daleka wyglądało jak zorza polarna lecz z mniejszej odległości była mała. Chciałam wybiec na dwór i zobaczyc co to jest lecz zaraz światło znikło. Postanowiłam nie tracić na nic czasu , bo i tak byłam już zmęczona więc poszłam do swojego pokoju. Moja sypialnia wyglądała wspaniale , łóżko było ogromne a pościel była koloru białego. Obok łóżka była mała szafka a obok niej szafa. Pokój był za razem skromny ale cudowny. Nie przebierając się ani nawet nie patrząc na nic upadłam z hukiem na łózko o czym zasnęłam...

Śnił mi się bardzo realistyczny sen. Stałam po srodku dużego korytarza lecz nie widziałam jego końca. Nie było ani drzwi ani okien. Coraz bardziej robiło się ciemno aż znikło wszystko.

Obudziałam się około 9. Byłam strasznie głodna. Tylko ,że nie zabrałam ze sobą żadnej krwi i nie wiedziałam co mam robić. Zeszłąm na dół i własnie wtedy doznałam zdziwienia.. Alice stała przed drzwiami wejściowymi i zarządzała.
-O! Mary! Już wstałaś, ci ludzie własnie przywiezli Ci twoje rzeczy. Ja tu wszystkim zarządzam.- powiedziała Alice usmiechnięta.
-Ty to wszystko załatwiłaś?- zapytałam troche zdziwiona.
-Tak, a coś nie tak? - zapytała troche zdezorientowana.
Nie, wszystko ok. Dziękuję.- powiedziałam po czym dodałam..- Sama przyznam ,że nie bardzo chciało mi się to załatwiać. Jestem strasznie głodna jest coś?- zapytałam.
-Tak, Byłam rano w szpitalu po woreczki z krwią. Byłam bardzo głodna. Zrobiłąm też zakupy.- powiedziała.
-To swietnie. O której ma przyjśc Camille?- zapytałam kierując się w strone lodówki.
-Po południu. Spotkałam ja rano w sklepie i powiedziała ,że na pewno przyjdzie. - powiedziała Alice.
-Musze ci cos powiedzieć..- zaczełam.
-Mów! - zachęciła mnie.
-Wczoraj wieczorem gdy juz spałas siedziałam w oknie i przyglądałam sie temu dziwnemu domowi. Gdy byłam juz prawie pewna,ze nikogo nie ma w środku poszłam śpać. Zgasiłam światło no i właśnie wtedy zaświciło się w nim światło. Nie było do zwykłe światło. Jego promienia z daleka wyglądały na duże ale z bliska było małe.- powiedziałam to popijając krew z woreczków.
-Z tym domem jest cos nie tak.. musimy się dzisiaj wypytać Camille o cos więcej o tym dziwnym miejscu.- powiedziała Alice.
-Tak, z pewnością.- potaknęłam.
Robotnicy skończyli wnosić rzeczy i meble gdzies przed południem. Gdy już odjechali odetchnęłam z ulgą. Za chwilę przyszła Camille..
-Hej! A więc jestem!- promieniała jak zwykle.
-Widzimy.- burknęła Alice a ja natychmiast walnęłam ją w rękę.
-Jak sie spało? - zapytała.
-świetnie. Napijesz sie czegoś?- zapytałam.
-Tak, jeżeli to nie problem to poprosze kawe. Na dworze jest bardzo gorąco.- powiedziała siadając na kanapie w salonie.
-Już robie.- powiedziałam.
-Słyszeliście co wydarzyło sie wczoraj w domu państwa Thomsonów ? - zapytała.
-Co sie stało? - zapytałysmy z Alice natychmiast.
-Ta dziewczyna która chodzi ze mnna do szkoły nie żyje ...
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Żyjemy po to żeby kiedyś móc stracić wszystko.."

.."-Opowiedz , mamy czas.- zachęciłam ją.
-No dobrze. To dosyć smutna historia.. 20 lat temu w tym domu ... "

-W tym domu mieszkają państwo Thomson, nikt nie zwraca na nich uwagi ani nie traktują ich jak sąsiadów. Gospodarz tego domu dawno dawno temu siedział w więzieniu za zabójstwo dwójki dzieci. Po wyjściu na wolność ponownie założył rodzinę i zamieszkał tutaj. Wiem ,że ta historia wydaje się dosyć mroczna ale niestety to prawda. Ja mieszkam tu od urodzenia a widziałam go może dwa razy. Wszyscy go unikają. Ich dom różni się od tych tutaj, jest bardziej opuszczony i żadko świeca się w nim światła. Wszyscy sobie żartują i mówią ,że oni oszczędzają na prądzie. - powiedziała , po czym dodała..- Jest jeszcze jedno.. to to już na pewno zabrzmi na wymyślona historyjkę ale opowiem wam. Wszyscy sądzą ,że albo cała ich rodzina jest nawiedzona albo są wampirami.- zaśmiała się a ja musiałam udawać ,że mnie to także śmieszy.
-Ale historia.-zdziwiła się Alice siedząca na kanapie w salonie.
-Ciekawe. a i jeszcze jedno ta rodzina ma jakies dzieci?- zapytałam.
-Tak. Mają dziewczynę która chodzi ze mna do szkoły. nie wiem nawet jak ona ma na imie. Chodzi wymalowana na czarno a jej ubrania przypominają ubrania ze śmietnika. - powiedziała.
-Dziwne to wszystko.- powiedziałam.
-Dla mnie już normalne , bo przyzwyczaiłam się juz do tego ,że oni tu mieszkają. Nie zwracajcie na nich uwagi.- powiedziała Camille.
-Skoro mieszkasz tu od urodzenia to pewnie wiesz kto wcześniej mieszkał w tym domu?- zapytała Alice.
-Wiem. mieszkało tu małżeństwo ale kilka miesięcy temu wracając do domu mieli wypadek własnie na tej dzielnicy.- powiedziała.
-To co ta ulica jakaś nawiedzona jest?!- wykrzyknęłam po czym zaczęłam się śmiać.
-Nie wiem ale przyznam ,że zdarzyło się tu juz dużo wypadków. Muszę już iść. Czy mogłabym przyjść jutro?-zapytała chyba zwracając się do mnie.
-Pewnie, zapraszamy!- powiedziałam.
Odprowadziłyśmy z Alice Camille do drzwi i zamkełyśmy drzwi na wszystkie zamki.
-To wszystko wydaje się dziwne.- stwierdziła Alice gdy tylko odeszłyśmy od drzwi.
-Bardzo dziwne.- potwierdziłam.
-Ta Camille to chyba fajna dziewczyna tylko taka trochę szalona.- powiedziała.
-To dobrze,że przyszła chociaż wiemy co i jak. - powiedziałam.
-Nie wiem jak ty ale ja idę spać.- powiedziała Alice.
-Ja jeszczę chwilę posiedzę tu.- powiedziałam.
-Dobranoc.- powiedziała po czym pobiegła schodami na górę.
-Dobranoc.- powiedziałam.
Siedziałam w kuchni pijąc krew z woreczków. Patrzyłam w okno chyba chciałam zobaczyć cos niezwykłego w tym dziwnym domu. nic nie było widać. Postanowiłam pójść spać, zgasiłam światło i wtedy zdarzyło się to.. W ciemności ujrzałam blask..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Opowiadanie.. Pt: "Żyjemy po to żeby kiedyś móc stracić wszystko.."

."-To wszystko dzieje się tak szybko.-powiedziała.
-Za mną nie nadążysz ... "

Gdy przyjechał właściciel domu oprowadził nas po nim i stwierdził ,że da nam obniżkę. Oczywiście zachipnotyzowałam go i od dzisiaj dom był mój i Alice.
-A więc kiedy przywiezisz swoje rzeczy z Alaski?- zapytała.
-Jutro zadzwonie do ekipy od przeprowadzek i poproszę Chrisa o pomoc.- powiedziałam.
-Czy ty i Chris znów jesteście razem?- zapytąła zdziwiona a ja musiałam troche na zmyslać.
-Jesteśmy tylko przyjaciółmi nic więcej nas nie łączy.-powiedziałam.
-Dobrze. Jest już dosyć pózno a ja jestem zmęczona więc jeżeli pozwolisz pojdę już spać. Tylko gdzie? W tym domu jest pewnie dużo pokoi.- powiedziała po czym rozglonęła się do okoła.
-Gdzie tyko chcesz, możesz wybrać sobie jaki chcesz pokój.
Alice była już na chodach gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Podeszłam powoli i otworzyłam. Przed drzwiami stała jak sądzę dziewczyna w wieku Alice. Była dosyć niska i miała czarne włosy. Jej ciemne oczy świeciły się w ciemności dodając twarzy piękna. Była dosyć blada ale jak sądzę jej nastrój był znakomity. Jej włosy były krótkie i trochę pokręcone.
-Cześć! Nazywam się Camille i mieszkam tuż obok. Zauważyłam ,że chyba kupiłyście ten dom?- przywitała się a ja zaprosiłam ją gestem do domu.
-Hej, Tak kupiłyśmy ten dom. Ja jestem Mary a to jest Alice.- powiedziałam.- napijesz się czegoś?- zapytałam kierując się w stronę kuchni.
-Tak, jeżeli to nie problem to poproszę wodę.- powiedziała.- Alice ile masz lat? - zapytała.
-17- Alice opowiedziała krótko.
-To świetnie ja też! a na jaki kierunek poszłaś ?- zapytała.
-Poszłam na medycyne, a ty?- zapytała Alice.
-Naprawde? Ja też. - powiedziała.
-Dobrze. To mamy coś wspólnego.- powiedziała Alice.
-Prosze to twoja woda. - powiedzałam stawiając przed Camille szklankę z wodą.
-Dzięki.- powiedziała. Camille aż kipiała z radości i podniecenia chciała wiedziec wszystko.
-Opowiedz nam coś o sobie-zachęciła ją Alice.
-Jestem jedynaczką i nie mam chłopaka. Moi rodzice zgineli w wypadku samolotowym gdy wracali z wakacji. Mna opiekuję się wujek, który zbytnio nie angażuje w moje życie. Jestem dosyć spontaniczną osobą, na tej dzielnicy nie ma żadnych osób w moim wieku oprócz was.- powiedziała.- To teraz wy może opowiecie o sobie?.
-Jasne. Ja mam 18 lat i jestem kuzynką Alice. Mam przyrodnią siostrę ale nie jest ona warta wspomnienia. Co by tu jeszcze.. Nie mam chłopaka i ciesze się ponieważ chłopcy w naszych czasach nie są odpowiedni.-zasmiałam się.
-No własnie. A ty Alice? - zapytała Camillie.
-Nie mam. Nie jestem jeszcze gotowa.- Gdy Alice wypowiedziała te słowa od razu przypomniałam sobie o LUcku i o jego oczach gdy opuszczał nas dzisiaj rano.
-Dobrze, Camille.. mam pytanie.. Kto mieszka w domu obok?- zapytałam po czym skierowałam się ku oknie z którego było widać 'ten dom'.
-Długa historia..- powiedziała.
-Opowiedz , mamy czas.- zachęciłam ją.
-No dobrze. To dosyć smutna historia.. 20 lat temu w tym domu ...


Według mnie tak powinna wyglądać Camillie.